Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 85 952 772 zn. | 84270 zdjęcia | 783 wideo | 117 audio | 1925 miejscowości

Aktywność

2016-12-19

Cymes z kaszą i czulent. „Nie zjeść w Tejszy, to jakby w ogóle nie jeść”

Rzuciła karierę w banku i zaczęła gotować potrawy kuchni żydowskiej. Jej restauracja obok synagogi w Tykocinie przyciąga tysiące smakoszy.

Elżbieta Świętorzecka zdaje się być ciągle w ruchu, mówi szybko, a uśmiech nie schodzi jej z ust. Kiedy na początku lat 90. wyjeżdżała z Tykocina do Belgii dorobić do domowego budżetu, nie sądziła, że „saksy” zrobią z niej businesswoman. Najpierw przez trzy miesiące była kucharką w żydowskiej restauracji w Antwerpii.

– Przygotowywałam posiłki na wesela i inne uroczystości. Było mi tam dobrze, ale po trzech miesiącach razem z mężem wyjechaliśmy do nowojorskiego Greenwich Village, gdzie dostałam pracę w restauracji w żydowskim klubie golfowym. Pomógł mi list polecający z restauracji z Antwerpii – wspomina Elżbieta Świętorzecka.

W Antwerpii i Nowym Jorku pani Ela nauczyła się gotować dania, które kiedyś w Tykocinie jadali sąsiedzi jej rodziców. Pod czujnym okiem rabina przygotowywała m.in. cymes, kreplach i czulent.

Ilustracja

Cymes z kaszą gryczaną (fot. Krzysztof Bielawski)   




Po powrocie do Polski pani Elżbieta pracowała jako księgowa w banku. Ponieważ znała żydowską kuchnię, zdarzało się jej przygotowywać dania dla specjalnych gości muzeum mieszczącego się w dawnej synagodze w Tykocinie. Pewnego dnia kierująca muzeum Ewa Wroczyńska zaproponowała Elżbiecie Świętorzeckiej założenie restauracji w piwnicy dawnego domu talmudycznego, który znajduje się tuż obok barokowej synagogi i stanowi część Muzeum w Tykocinie.

Ilustracja

Dawny dom talmudyczny (fot. Krzysztof Bielawski)   




– Dyrektor banku zgodził się przyjąć mnie z powrotem, jeśli nie powiedzie mi się w restauracji – mówi Elżbieta Świętorzecka. Jednak powrót nie był konieczny.

Restauracja Tejsza przy ul. Koziej 2 ruszyła w czerwcu 1996 r. Jej nazwa powstała w wyniku zniekształcenia hebrajskiego słowa „tajsz”, czyli „kozioł”. Pomysł szybko okazał się strzałem w dziesiątkę. Do restauracji zaczęli zaglądać turyści, których do Tykocina przyciągały żydowskie zabytki. Po zwiedzeniu ekspozycji w synagodze i domu talmudycznym przychodzili do Tejszy. Dla większości z nich było to pierwsze zetknięcie z kuchnią aszkenazyjskich Żydów. Pojawili się także turyści z Izraela.

Ilustracja

Latem można zjeść także w restauracyjnym ogródku (fot. Krzysztof Bielawski)   




Na ladzie restauracji leżą trzy ciężkie księgi pamiątkowe z wpisami gości. W Tejszy bywali m.in. Wojciech Siemion, Emilia Krakowska, Radosław Pazura. Jadała tu również Agnieszka Osiecka, która zauroczona Tykocinem pisała o nim „Miasteczko bajeczka, miasteczko sen”. W Tejszy stołowali się ambasadorzy Izraela David Peleg i Szewach Weiss. Ten ostatni w księdze gości napisał, że tak dobrego obiadu nie jadł w całej Polsce. W Tejszy jeden ze swoich programów nagrał Karol Okrasa.

Ilustracja

Kugel (fot. Krzysztof Bielawski)   




W menu są różne dania, ale oczywiście prym wiodą potrawy kuchni żydowskiej.

– Turyści lubią popróbować wszystkiego. Najczęściej zamawiają cymes z kaszą gryczaną, kreplach, kugel, kawior żydowski, ciasta żydowskie – wylicza pani Elżbieta.

Tejszę polubili również mieszkańcy Tykocina. W tej „żydowskiej” restauracji organizują przyjęcia z okazji pierwszej komunii i bierzmowania.

Ilustracja

Po pierwszej komunii, między Tejszą a synagogą (Krzysztof Bielawski)   




Restaurację pani Ela prowadzi razem z mężem, pomagają im córki. Wystrój przypomina bardziej gospodę niż restaurację, ale goście zaglądają tu przede wszystkim dla kuchni i domowej atmosfery. „Zwiedzać świat i nie być w Tykocinie, to nie zwiedzić świata. Smakować kuchnie świata i nie zjeść w Tejszy, to jakby w ogóle nie jeść” – napisał w księdze gości jeden z klientów.

Autor: Krzysztof Bielawski