Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 86 012 567 zn. | 84160 zdjęcia | 731 wideo | 116 audio | 1920 miejscowości

Aktualności

2017-08-11

Droga na Wschód… SS-Sonderkommando Treblinka II

„Niedziela, 9 sierpnia [1942 r.] […] Dowiedzieliśmy się, że mordują 99% ludzi spośród wysiedlanych”.

[Archiwum Ringelbluma. Konspiracyjne Archiwum Getta Warszawy, t: 23: Dzienniki z getta warszawskiego, cz. 1: Dziennik Abrahama Lewina, oprac. K. Person, Z. Trębacz, M. Trębacz, Warszawa 2015, s. 116; dalej: Dziennik Abrahama Lewina]

Wiosną 1942 r. w sąsiedztwie karnego obozu pracy Treblinka I zaczęto budować kolejny obóz – SS-Sonderkommando Treblinka II. Został wybudowany przez więźniów Treblinki I oraz Żydów z okolicznych gett (Sokołów Podlaski, Stoczek Węgrowski, Węgrów, Kosów Lacki). Część z nich po zakończeniu prac budowlanych, powróciła do wcześniejszego miejsca zamieszkania. Jak się potem okazało, pod nazwą kamuflażową – „komanda specjalnego” krył się obóz zagłady powstały w ramach Akcji Reinhradt, do którego od 23 lipca 1942 r. Niemcy przywozili transporty z Żydami z getta warszawskiego, a potem także z innych miast i miasteczek. Szacuje się, że w komorach gazowych Treblinki życie straciło ponad 800 tys. osób pochodzenia żydowskiego. Obóz został zlikwidowany w listopadzie 1943 r., kiedy to jego ostatni więźniowie zostali wywiezieni w dwóch transportach: 20 października i 4 listopada 1943 r. do Sobiboru, a ostatnia garstka tych, którzy zacierali ślady po dokonanej zbrodni – 17 listopada została rozstrzelana w lesie przez Kurta Franza – zastępcę komendanta obozu.

Położenie obozu w głębi lasu, z dala od zabudowań, od początku budziło zainteresowanie wśród budowniczych oraz wśród okolicznych mieszkańców. O tym czym naprawdę jest Treblinka II, miał się nie dowiedzieć świat za ogrodzeniem obozu wykonanym z drutu kolczastego, w które wplatano sosnowe gałązki.

„Na temat nowego obiektu-obozu krążyły w okolicy różne pogłoski: mówiono, że ma powstać nowy obóz pracy, że buduje się obóz koncentracyjny, że powstaje tajemniczy obiekt wojskowy, a nawet punkt kontroli strzałów pociskami nowej broni, że powstaje filia Pawiaka. Rozeszły się też pogłoski, że będzie pogłębiana i regulowana rzeka Bug, a roboty będą wykonywane przez Żydów” [Franciszek Ząbecki, Wspomnienia dawne i nowe, Warszawa 1977, s. 38].

Ilustracja

Budynek stacji kolejowej w obozie w Treblince, fot. ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego   

Jeszcze większe zainteresowanie i zapewne trwogę wzbudziły przybywające masowo pierwsze transporty wjeżdżające do lasu i powracające puste wagony. Każdy z transportów składał się z ok. 60 przepełnionych ludźmi wagonów towarowych. Bardzo szybko kolejarze zrozumieli, że przesiedleńców przywożonych do obozu czeka śmierć. Zdawano sobie sprawę, że obóz nie mógł pomieścić tak ogromnej liczby osób. Początkowo nie wiedziano, w jaki sposób tego dokonywano. Częstotliwość transportów, a także oczekiwanie na wjazd do lasu transportu, spowodowały, że również ludność okoliczna poznała prawdę o Treblince II. Poza tym upalne lato powodowało, że w okolicy unosił się odór rozkładających się ciał pomordowanych. Informacje na temat sposobu mordowania okoliczni mieszkańcy pozyskali poprzez kontakty ze służbą wartowniczą – tzw. wachmanami, którzy przychodzili do wsi i przy wódce opowiadali, co się dzieje na terenie obozu z deportowanymi.

W artykule zostanie naszkicowany wyłącznie problem świadomości Treblinki II wśród mieszkańców getta warszawskiego.

Kiedy pierwsze transporty z getta warszawskiego wyruszyły „na Wschód”, część mieszkańców getta posiadała informacje o istniejącym już od 17 marca 1942 r. obozie zagłady w Bełżcu. Niestety nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, na pytanie, ile osób poza Judenratem w getcie warszawskim oraz członkami konspiracyjnej organizacji „Oneg Szabat” kierowanej przez Emanuela Ringlebluma, czy też podziemnych organizacji politycznych znało prawdę o Bełżcu. Nie wiemy też, czy pracownicy Judenratu przeczuwali, co kryje się pod treścią obwieszczenia dotyczącego wyjazdu „na Wschód”? Wielu uznaje samobójstwo Adama Czerniakowa – prezesa Judenratu za dowód jego wiedzy na temat prawdziwego celu podróży.

Początkowo wierzono, że wszyscy wyjeżdżają na bliżej nieokreślony „Wschód”. „Pracownicy Umschlagu notowali jedynie numery odchodzących pociągów i stwierdzali, że te w ciągu paru dni znów się powtarzały. Po tym stwierdzono, że idą one w kierunku Małkini (Treblinka) […]. Ponieważ z czasem rozpoznawano nie tylko numery lokomotyw, ale i te same wagony – i to wracające często nazajutrz – ta niezmiernie krótka podróż na daleki wschód budziła najczarniejsze obawy przeznaczonych [do] transportów. Już w końcu pierwszego tygodnia sierpnia nie mieliśmy złudzeń co do losu wysyłanych. Miejsce przeznaczenia – Treblinka – było odkryte w początku drugiej połowy sierpnia. A jednak ludzie tysiącami szli bezopornie na śmierć” [Stefan Ernest, O wojnie wielkich Niemiec z Żydami Warszawy. 1939–1943, wstęp, oprac. i przypisy M. Młodkowska, Warszawa 2003, ss. 209-210].

Pierwsze informacje dotyczące prawdy o Treblince dotarły do getta warszawskiego już na początku sierpnia 1942 r., razem z pojawieniem się pierwszych uciekinierów z obozu. Abraham Lewin, jeden z członków grupy „Oneg Szabat” w dzienniku pod datą 6 sierpnia 1942 r. zamieścił pierwszą notatkę na temat Treblinki: „P[opo]wer widział rozkazy dotyczące pociągów oraz widział liczby ludzi wywiezionych do Treblinki” [Dziennik Abrahama Lewina, s. 114]. Wpisy z kolejnych dni tylko potwierdzają, że Lewin wiedział czym była Treblinka. 11.08.1942 r., w szopie, gdzie pracował, pojawił się uciekinier z Treblinki – Salbe, który opisał obóz, a raczej miejsce kaźni, gdzie Niemcy „[…] zapędzają ich [deportowanych] do ogromnych baraków. Przez 5 minut słychać przeraźliwe krzyki, a potem nastaje cisza” [Dziennik Abrahama Lewina, s. 118].

Wiele osób do dzisiaj zastanawia się, jaki zasięg miały informacje pozyskiwane od zbiegów z obozu i jakie były na nie reakcje? Kolejne pytanie, które nurtuje badaczy dotyczy nastrojów panujących wśród wywożonych z gett? Czy byli świadomi, dokąd jadą? Czy do końca wierzyli w niemieckie zapewnienia dotyczące „akcji wysiedleńczej na Wschód”?

Ilustracja

Rozkład jazdy pociągów nr 587 z dystryktu radomskiego do Treblinki z 15 września 1942 roku, fot. domena publiczna   

Niepokoje o losy mieszkańców getta wywożonych „na Wschód” i powracające bardzo szybko te same składy wagonów spowodowały, że w ślad za jednym z transportów Podziemny Centralny Komitetu Bundu działający w getcie, wysłał emisariusza – Zalmana Frydrycha pseud. Zygmunt, który miał poznać trasę pociągu i stację docelową. Przy pomocy polskich kolejarzy dojechał do Sokołowa Podlaskiego, gdzie od miejscowych poznał prawdę o Treblince. Jego ustalenia zostały opublikowane 20 września 1942 r. w konspiracyjnym czasopiśmie Bundu wydawanym w getcie warszawskim pt. „Ojf der Wach” (jidysz, Na straży), w artykule: „Żydzi warszawscy mordowani są w Treblince”. Marek Edelman w Getto walczy tak oto skomentował reakcję na artykuł wśród mieszkańców getta warszawskiego: „Ale i teraz Żydzi uparcie nie wierzą. Przed twardą prawdą zamykają oczy, zatykają uszy, «bronią się rękami i nogami»”.

Przedstawiciele Judenratu również starali się pozyskać informacje na temat losu wywożonych i potwierdzić wiadomości pozyskane od pierwszych uciekinierów z obozu. Dzwonili na początku sierpnia do getta w Sokołowie Podlaskim, gdzie z racji niewielkiej odległości od obozu (ok. 30 km), już znano prawdę i przekazano ją do getta warszawskiego.

Pod koniec sierpnia do getta powrócił Dawid Nowodworski, który został wywieziony do obozu 17 sierpnia. Po kilku dniach udało mu się stamtąd zbiec. Początkowo przebywał w Stoczku Węgrowskim, skąd wysłał do getta warszawskiego kartę pocztową z informacją o Treblince. 28 sierpnia przed zespołem „Oneg Szabat” złożył relację na temat swoich przeżyć oraz prawdziwego przeznaczenia obozu. Zeznania te stały się podstawą informacji przekazanej przez „Oneg Szabat” Delegaturze Rządu RP na Kraj, która obok Komendy Armii Krajowej Okręgu Warszawskiego interesowała się losem Żydów warszawskich i próbowała dociec prawdy o Treblince, a także ją rozpowszechnić. Od sierpnia 1942 r. na łamach „Informacji Bieżącej” publikowano informacje na temat transportów do Treblinki, a także dane dotyczące lokalizacji obozu i metod mordowania w nim Żydów.

W grudniu 1942 r. poeta Władysław Szlengel napisał wiersz pt. Mała stacja Treblinki, w którym przekazał informacje o obozie oraz o uśmiercaniu gazem.

Nie sposób nam sobie wyobrazić reakcji i uczuć „podróżnych” zmierzających do Treblinki. Dzięki pozostawionym wspomnieniom, relacjom wiemy, że zależały one od ich stanu wiedzy na temat celu podróży. Inna atmosfera panowała w wagonach jeszcze na początku Wielkiej Akcji latem 1942 r., a inna pod koniec roku, kiedy informacje na temat obozu przedostały się różnymi drogami do gett. „[…] późną jesienią i wczesną wiosną do Treblinki jechali na ogół ludzie świadomi swojego losu, o czym może świadczyć chociażby ich zachowanie: darcie rzeczy i pieniędzy i wyrzucanie ich przez okienka w wagonów, oraz wyrzucanie wartościowych rzeczy, żeby tylko nie dostały się w ręce Niemców” [Jerzy Królikowski, Budowałem most kolejowy w pobliżu Treblinki, „Biuletyn ŻIH” 1964, nr 49, s. 50].

Na zachowanie i ogólną kondycję Żydów miały wpływ warunki podróży: upał, zaduch, nieustanne pragnienie wody, powodujące przemęczenie i apatię. Wielu z „podróżnych”, do ostatniej chwili próbowało łapać się przysłowiowej deski ratunku, którą m.in. były przemówienia SS-manów dotyczące pracy „na Wschodzie”, w których treść wielu chciało wierzyć. W porównaniu z zachowaniem wachmanów, którzy przybywali ukradkiem do pociągów w celu rabunku, odgrywali oni rolę tzw. dobrych katów. Ludzie poupychani niczym śledzie w beczkach nie potrafili myśleć o niczym innym, jak o zaspokojeniu własnych potrzeb jak chociażby o odetchnięciu świeżym powietrzem czy zdobyciu choć trochę wody podczas postoju. Świadomość na temat Treblinki wzrastała wraz z przybliżaniem się do obozu. Większość poznawała prawdę dopiero w chwili śmierci.

Do getta warszawskiego powrócił również wywieziony 23 sierpnia 1942 r. Jankiel Wiernik, który spędził aż rok w obozie i udało mu się uciec podczas buntu 2 sierpnia 1943 roku. W swoich wspomnieniach utrwalił m.in. wywózkę do obozu:

„Na rozkaz ruszamy. O zgrozo. Naga rzeczywistość ukazała się naszym oczom. Wagony. Puste wagony. Dzień letni piękny i upalny. Zdaje się, że słońce buntuje się przeciw temu bezprawiu. Cóż winne nasze żony, dzieci i matki? Dlaczego? Słońce kryje się za chmurami. Jest piękne, promienne, świetlane. Nie chce patrzeć na nasze udręki i upokorzenia. Rozkaz wejścia do wagonów. Pakują po 80 osób. Droga powrotna jest zamknięta. […] Pociąg zeszedł z jednej zapasowej linii na drugą. Znając dobrze ten węzeł kolejowy, zrozumiałem, że stoimy na jednym miejscu. […] W wagonie coraz duszniej, brak tchu. Beznadziejnie, smutno i strasznie. Wzrok mój ogarnął wszystkich i wszystko, lecz mimo to nie byłem w stanie ogarnąć ogromu nieszczęścia. […] O 4 pp. ruszył pociąg, kilka minut później zajechaliśmy do obozu Treblinki. Tam dopiero spadła nam zasłona z oczu” [Jankiel Wiernik, Rok w Treblince / A Year In Treblinka, (reprint) Warszawa 2003, ss. 12-13].

Inny uciekinier z Treblinki, który został zabrany z getta 25.08.1942 r., również opisał warunki podróży oraz ogólną niewiedzę podróżnych: „Wagon, w którym się znajdowałem, był natłoczony ludźmi. Panowała w nim straszna duszność, wzmagająca się w nim z każdą chwilą. Wraz z ruszeniem pociągu zapanowało w wagonie głębokie przygnębienie. Myśl o bliskiej śmierci opanowała wszystkich i wzbudziła uczucie przerażenia. Ze wszystkich stron wagonu rozlegały się słowa modlitwy przedśmiertnej Kadisz. Po dwóch godzinach jazdy pociąg stanął. Stał przez całą noc. […] Nie wiedzieliśmy nic o kierunku, w którym posuwał się pociąg. Po kilku godzinach jazdy do wagonu wszedł SS-man. Uprzejmie i przekonująco zapewniał, że jedziemy do wsi Treblinki na postój, a po segregacji pojedziemy dalej do miejsca pracy. Nawoływał do posłuszeństwa i pracowitości. Pod koniec przemówienia oświadczył, że znajdujemy się w pobliżu miejsca przeznaczenia. Niemiec opuścił wagon. Nastrój poprawił się. Zmęczeni i spragnieni oczekiwaliśmy końca podróży. Nareszcie. Pociąg zatrzymał się” [Relacje dwóch zbiegów z Treblinki II, „Biuletyn ŻIH” 1961, nr 40, s. 79].

Abraham Krzepicki, wywieziony również 25 sierpnia, spędził w obozie 18 dni. Jego relacja jest przykładem wypierania się tego, co czekało wiezionych u celu podróży. „Policjanci zamknęli wagony. Z tą chwilą zrozumiałem, że świat się dla mnie kończy. […] Kiedy zamknięto wagony, zaczęły się biadania: »Żydzi, jesteśmy w matni«. Ale ja i kilku innych nie chcieliśmy jednak w to uwierzyć: »Nie może to być, żeby tyle ludzi miano zgładzić. Może starych, i dzieci… Ale my młodzi pojedziemy na roboty«. Wagony ruszyły. Jedziemy. Dokąd? Nie wiemy. Może do Rosji na roboty? Kilku starszych ludzi straciło wszelką nadzieję, a gdy pociąg tylko ruszył, zaczęli odmawiać kadisz i nawoływali: »Żydzi, to nasz koniec! Odmawiajmy wszyscy kadisz!« [Abraham Krzepicki, Treblinka, „Biuletyn ŻIH” 1962, nr 43-44, ss. 86-87; dalej: Abraham Krzepicki]. Podkreślał „Kto tego nie doświadczył, nie uwierzy” [Abraham Krzepicki, s. 87]. Łatwo można było dać wiarę słowom Niemca, który wchodził do wagonu i obiecywał podróżnym, że już niedługo ich cierpienia się skończą, dostaną wodę i zostaną skierowani na roboty. „Żydzi cieszyli się i klaskali w ręce. Zastanawiano się, w jakim będą pracować zawodzie. […] Nastrój się poprawił w wagonie” [Abraham Krzepicki, s. 88].

Ilustracja

Zdjęcie palącego się obozu zagłady Treblinka II zrobione przez Franciszka Ząbeckiego pracującego na stacji kolejowej w Treblince, sierpień 1943, fot. domena publiczna   

Ludzie przywożeni do obozu oglądając świat jeszcze przez okna i szpary w wagonie, nadal nie wierzyli, albo nie chcieli uwierzyć w prawdziwe przeznaczenie Treblinki. „Dziwiliśmy się, skąd zebrało się tak dużo odzieży. Jak się ona tu znalazła? Snuliśmy przypuszczenia, że na Majdanie pod Lublinem oraz w innych obozach dają Żydom papierowe ubrania, a ich odzież gromadzi się w tym właśnie miejscu. Tu się sortuje i odsyła do Niemiec do przeróbki. Znaleźli się tacy, którzy twierdzili, że również w Warszawie utworzono specjalny szop przy ulicy Nowolipki 52 (szop Hoffmanna), gdzie przerabia się używaną odzież. W pobliżu Treblinki ujrzano Żydów prowadzonych do pracy przez Ukraińca. Ta radosna wiadomość również dotarła do wszystkich. Niech wiedzą, że tu biorą Żydów do roboty” [Abraham Krzepicki, ss. 88-89]. Po wyjściu na plac w obozie: „Pierwsze, co nam się rzuciło w oczy, to olbrzymia góra szmat, a co się stało z ludźmi?! W naszej pamięci odżyły nagle wszystkie koszmarne wieści o Lublinie, Kole, Turku. Powiedzieliśmy sobie: »Żydzi, niedobrze! To chyba już koniec!«” [Abraham Krzepicki, s. 89].

J. Rajgrodzki zabrany z Warszawy 10 lub 11.09.1942 r., jak wielu z jego towarzyszy nie wierzył w prawdę o Treblince. „Nie wiedzieliśmy i nie wierzyliśmy, że jedziemy na zagładę. Fakt, że zabraliśmy pościel i ubrania, a nawet wziąłem ze sobą skrzypce […]. Podróż trwała całą noc. Wysiedliśmy. Rozdzielono nas… Byłem wtedy tak oszołomiony tym, co się działo, że było mi wszystko jedno” [J. Rajgrodzki, Jedenaście miesięcy w obozie zagłady w Treblince, „Biuletyn ŻIH” 1958, nr 25, s. 101].

Z kolei Samuel Rajzman wywieziony z Warszawy 22.09.1942 r. nieco inaczej wspomina nastrój na początku podróży: „[…] ani na chwilę nie przypuszczałem wtedy, że jedziemy na śmierć. Wyobrażałem sobie tylko, że czeka nas ciężki los. Niektórzy ludzie w wagonie już wtedy wiedzieli, że jest obóz śmierci w Treblince, zaczęli mnie uświadamiać” [Samuel Rajzman, Mój pobyt w Treblince, [w:] Dokumenty i materiały z czasów okupacji niemieckiej w Polsce, t. 1: Obozy, opr. N. Blumental, Łódź 1946, s. 182].

***

Obóz zagłady w Treblince, obok obozu w Bełżcu, był jednym z najlepiej rozpoznanych obozów zagłady na terenie okupowanej Polski. Wiedza na ich temat prawdopodobnie ograniczała się do wąskich środowisk związanych z polską konspiracją. Trudno powiedzieć, czy informacje te były dostępne polskiemu społeczeństwu poza rejonem wokół obozu i Dystryktem Warszawskim. Wieści o Treblince wśród społeczności żydowskiej rozpowszechniane były m.in. za pomocą prasy wychodzącej w getcie. Ilość powielanych tytułów prasowych nie pozwala nam ustalić liczby odbiorców jak i tego czy wierzono w prawdziwość przekazywanych informacji. Odnotowano przypadki, kiedy wiedza na temat Treblinki, doprowadziła do sprzeciwu przeciwko SS-manom podczas wywózki, co zakończyło się śmiercią na terenie getta.

Martyna Rusiniak-Karwat

Artykuł napisany na podstawie:

  • M. Rusiniak-Karwat, Co wiedzieli i oczy myśleli Żydzi, jadąc do obozu zagłady Treblinka II, [w:] Co wiemy o Treblince? Stan badań, red. Edward Kopówka, Siedlce 2013, ss. 101-118.

Archiwum