Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 54 887 868 zn. | 69447 zdjęcia | 900 wideo | 115 audio | 2265 miejscowości

Historia

Społeczność żydowska przed 1989 – Ukraina / Івано-Франківська область (obwód iwanofrankowski)

Zabłotów - miasteczko, oddalone o 70 km od Iwano-Frankowska (Stanisławowa) i o 50 km od Czerniowców. Pierwsza wzmianka o nim sięga 1579 roku. Jako prywatne miasteczko należało ono do rodziny Potockich.

Pierwsze zapisy o wspólnocie żydowskiej Zabłotowa sięgają XVII w.

Znaczna część zabłotowskich Żydów była chasydami, naśladowcami Sadgórskiej i Wiżnieckiej dynastii chasydzkich. Pierwszym chasydzkim rabinem Zabłotowa był rabi Dawid (Dudke), syn rabiego Menachema Mendla mi - Kosow, który założył dynastię chasydzką Hager i napisał traktat Ahavat Shalom - Miłość pokoju. Natomiast rabi Dawid napisał traktat Tzemach David - Rośliny Dawida. Drugim był rabi Jankele (Jakow), jego starszy syn. Trzecim – rabi Menachem (Mendele) ben Yankele. Czwartym – rabi Mosze ben MendelePiątym rabinem pochodzącym z tej dynastii został drugi syn trzeciego rabina Zabłotowa rabiego Menachema – rabi Mosze ben Menachem. Ostatnim, szóstym rabinem Zabłotowa został rabi Chaim ben Mosze, który po dogłębnych studiach Tory wrócił do Zabłotowa z Wiednia. Razem ze swoimi naśladowcami zginął podczas ІІ wojny światowej.

W 1903 r. w Zabłotowie miał miejsce pogrom. Zaczęło się od małego incydentu, jednak potem dosyć duża grupa ukraińskich chłopów pod przewodnictwem dwóch Polaków - urzędnika Skalskiego i kupca Kaszczawskiego podjęła się dewastacji żydowskich sklepów. Żandarmi nie zareagowali. Informacja o tym wyszła w gazecie żydowskiej Hatsfira (№№ 204 & 218, 1903 r.).

W 1910 r. w Zabłotowie mieszkało 4 800 mieszkańców, z czego 2188 Żydów[1.1].

Nikt nie napisał o Zabłotowie lepiej, aniżeli urodzony w miasteczku, austriacki pisarz, psycholog i socjolog żydowskiego pochodzenia Manes Sperber (1905-1984) w swojej powieści "Pańscy nosiwodowie":

Zabłotów - tak nazywało się to niewielkie osiedle, które było podobnie do setek innych miasteczek, w których do 1942 r. w niewiarogodnej ciasnocie, na wąskim obszarze żyła żydowska ludność Galicji, Rosyjskiej Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Zabłotów - już sama nazwa nie jest zanadto miła dla ucha: asocjuje się z zabagnioną miejscowością, niebrukowanymi ulicami, na których można było utonąć, kiedy tylko niekończące się jesienne deszcze rozmywały je. Z trzech tysięcy mieszkańców dziewięćdziesiąt procent stanowili Żydzi: rzemieślnicy, których było o wiele więcej, aniżeli trzeba, handlarze - ich również było więcej, aniżeli nabywców - handlarze bez kapitału, którzy proponowali towary, za które oni sami jeszcze nie się rozliczali. Nie mogli stracić ich, bo pieniądze stawały się coraz rzadszymi, gdyż ukraińscy chłopi, którzy co czwartek zjeżdżali się na jarmark, sprzedawali tam bardzo mało i oddawali swoje produkty za najniższą cenę. Dlatego nie mogli pozwolić sobie na kupno czegoś innego niż solone śledzie, grzebienia dla narzeczonej, raz na rok jakieś skromne ubranie albo najtańszą parę butów.

Mieszkańcy Zabłotowa byli, jak i mieszkańcy innych miasteczek, "eterycznymi ludźmi" albo "eterycznymi stworzeniami", jak sami siebie często nazywali - z autoironią, z której ciężej im było zrezygnować, aniżeli z żałosnej żywności albo wyszarzałego ubrania.

Mówiłem o nędzy miasteczka? To słowo zwodziło, ponieważ nie było całkiem dostateczne. Tylko z rzadka można było najeść się do woli - taki był los większości mieszkańców, chociaż artykuły żywnościowe były tam o wiele tańsze, aniżeli na Zachodzie. Wiele dzieci marzyło o tym, żeby chociaż raz, jedyny raz dostać nowe ubranie czy parę butów, lecz to zdarzało się niezwykle rzadko. Łatane, potem zszyte, zatem znów łatane, dopasowanymi i niedopasowanymi łatami – wzdłuż i wszerz pajace, błazny, z których nikt nie śmiał się. Krawcy-łatawcy i szewcy-łatawcy mieli najwięcej pracy, bez nich wiele dzieci chodziłoby w zimie gołymi i bosymi.

Wśród mężczyzn byli tacy, którzy pościli nie tylko w święta, lecz jeszcze i każdego poniedziałku i czwartku, żeby dzieci albo wnuczki miały co jeść. Pieczonego na sobotę białego chleba zużywano tylko tyle, ile było trzeba, żeby usprawiedliwić przewidziane żydowskimi prawami modły, resztę zostawali na inne dni tygodnia - na wypadek, kiedy ktoś zachoruje. Aż do chłodów późnej jesieni dzieci chodziły bose; w zimie jednej albo dwóch par butów powinno było wystarczać na całą rodzinę. Palono najtańszym burym węglem, lecz nawet na niego brakowało pieniędzy. Jednak w każdej rodzinie musiało wystarczać na jedno: na płacę nauczycielowi. Po ukończeniu trzech lat - chłopcy, a nie dziewczynki - chodzili do chederu, szkoły, w której uczyli się czytać, modlić się po żydowsku i tłumaczyć Biblię.

Pokaż przypisy

Ukryj przypisy

[1.1] Taras Wozniak, Hebrejski use-swit Halyczyny.

Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować.Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@jewishmuseum.org.pl

Galeria