Anita Lasker-Wallfisch
Społeczność żydowska przed 1989 – Relacje, wspomnienia
Polska / dolnośląskie
Anita Lasker –Walfisch, urodziła się w 1925 r. w bogatej rodzinie wrocławskich Żydów. Jej ojciec był prawnikiem odnoszącym sukcesy, dumnym ze swego niemieckiego dziedzictwa, pomimo, że urodził się w Kępnie należącym od 1918 r. do Polski. Jej matka była zdolną skrzypaczką, muzyka klasyczna i nauka języka francuskiego stanowiły część edukacji trzech córek małżeństwa Laskerów. W niedziele Anita uczyła się języka francuskiego na prywatnych korepetycjach u francuskiej guwernantki, dlatego też już jako nastolatka znała biegle ten język. Uczęszczała do szkoły prywatnej gdzie zetknęła się z pewnymi przejawami antysemityzmu. Na ulicy od czasu do czasu wołano na nią |”brudna Żydówka”. Rodzice Anity nie byli do końca przekonani, że nazizm stwarza długoterminowe zagrożenie dla nich i dla państwa. Ojciec jej należał do, jak sama to opisywała „niepoprawnie optymistycznych Żydów”. Wierzył, że ten nonsens wkrótce się skończy gdy Niemcy opamiętają się. Jej rodzice rozważali emigrację ale jej ojciec był, co zrozumiałe niechętny – wykształcony w niemieckim systemie prawnym, nie byłby zdolny do wykonywania innego zawodu gdzie indziej. Rodzice Anity wiedzieli, że istnieją także przyzwoici Niemcy nienawidzący Hitlera, co doświadczyli wiele razy.W czasie "Nocy Kryształowej" Walter Mathias Mehne, przyjaciel rodziny, właściciel fabryki skrzypiec zabrał ojca Anity i woził go przez kilka godzin po całym mieście, dzięki czemu uniknął on aresztowania przez gestapo. Książę Kunigl, także niebędący Żydem, znalazł sposób na wynajęcie ojca Anity jako pełnomocnika w skomplikowanym procesie sądowym i zrobił wszystko by ochronić Laskerów przed deportacjami. Jednak nawet to nie pomogło. 9 kwietnia 1942 r. roku rodzice zostali wysłani do Izbicy, niedaleko Lublina, gdzie Żydzi z Wrocławia zostali zmuszeni do wykopania dla siebie grobów, a następnie zostali rozebrani i rozstrzelani.
Do tego czasu najstarsza z córek – Marianne, osiedliła się w Wielkiej Brytanii, ale z jakiejś przyczyny dwie młodsze córki – Anita i jej starsza siostra Renate (urodzona w 1924 r.) nie pojawiły się na liście deportowanych. Obie chciały dołączyć do rodziców, którzy kierując się rozsądkiem, nie chcieli o tym słyszeć. Ostatnią instrukcją od ojca Anity były słowa: „Uważaj jak stawiasz kroki, wiązało się to z tym że stawiał ona stopy do środka, a miła próbować poruszać się bardziej elegancko”. Anita i Marianne mogły przeżyć dzięki ciężkiej pracy w fabryce, obie mieszkały ze swoją 82 letnią babcią aż do momentu gdy sama została deportowana. Dziewczyny planowały uciec do nieokupowanej części Francji. Miały im w tym pomóc aryjskie papiery. Zostały jednak złapane przez gestapo zanim wsiadły do pociągu. Schwytane zdecydowały się na połknięcie cyjanku, jednak okazało się, że ich kolega – Konrad Latte zastąpił cyjanek bezpieczną, słodką substancją. Po przesłuchaniu dziewczyny zostały osadzone w celi, gdzie obie czekały na wyrok. Anita donosi, że traktowano je tam dosyć łagodnie, ponieważ jeden z byłych kolegów jej ojca interweniował w ich sprawie. Obie pozostały w więzieniu przez 9 miesięcy, od 16 września do 5 czerwca 1943 r. W tym czasie większość Żydów, która jeszcze pozostała we Wrocławiu, został deportowana na wschód. Był to los zdecydowanie gorszy niż przetrzymywanie w więzieniu, gdzie warunki były złe, ale znośne.
W końcu Anita i Renate stanęły przed Sądem Specjalnym, który oskarżył je o „fałszerstwo”, „udzielanie pomocy wrogom” i „próbę ucieczki”. Nie był to oczywiście uczciwy proces. Renate skazano na 18 miesięcy więzienia, nie wliczając w to okresu, już odbytego w areszcie. Anitę skazano na 3,5 roku ciężkich robót. Ale ten wyrok okazał się szczęściem w nieszczęściu. Na początku grudnia 1943 r. Anita została deportowana do Auschwitz, gdzie po podpisaniu oświadczenia, że została tam wysłana na ochotnika, została sklasyfikowana jako więzień z kartoteką, co sprawiło, że uniknęła natychmiastowej śmierci w komorze gazowej, żeby mogła zeznawać w sądzie, jeśli zostanie wezwana przez urzędników. Najwidoczniej - pisała Anita z przekąsem – „było lepiej przyjechać do Auschwitz jako skazany kryminalista niż jako niewinny obywatel”.
Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować.Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@jewishmuseum.org.pl








