Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 54 887 868 zn. | 69447 zdjęcia | 900 wideo | 115 audio | 2265 miejscowości

Wiersz Anieli Szmidt

Miasto dziś – Aktualności
Polska / mazowieckie

Cześć pamięci !

Myślałam i tak bardzo chciałam –

dzieło napisać o Was wierszem,

które przez pokolenia byłoby czytane,

o umęczonym, dzielnym narodzie,

a przez Hitlera na śmierć skazane.

Ginęliście w obozach,

na ulicach,

w czasie modlitwy w synagogach,

domów swych progach,

na szubienicach

i w ogrodach.

Często bez imion bohaterowie nikomu nieznani,

skromniejsi od swego męstwa

na plecach i piersiach z Syjonu gwiazdami.

Wyście już wtedy dzieło o sobie

krwią pisali,

które powinny znać wszystkie narody

całej ziemi.

 

Minęły lata,

zgoiły się rany.

Krajobrazu nie szpecą już szubienice.

Miliony kartek spadło już z kalendarza,

odbudowano domy, miasta, ulice.

Lecz kiedy wiosna nadchodzi –

           ja jak żywy obraz getto widzę

           i o nim właśnie tu piszę.

           

Była wiosna, kwiecień rok 1942.

Tuż za Rynkiem, prawie w centrum miasta

od lewej strony Grabowej,

po Adamowską

i Przasnyską z prawej strony

zza gęstych desek getto wyrasta.

Stoją głuche, czarne domy –

zabite okna.

Zbite gęste płoty,

a u bram wrogie stoją straże.

Nie wolno tam wejść

ani wyjść nikomu,

rozkaz niemieckich tyranów tak każe.

 

Królową Wiosnę też tam nie wpuszczono.

Chciała posiać zieleń i rozwiesić kwiaty,

ogrzać starców,

pocieszyć każdą rodzinę strapioną,

utulić do snu maleńkie dzieci –

kołysankami, które nucą wiosenne ptaki.

Młodym na pewno szepnęłaby w ucho:

męstwa, odwagi i wiary,

umęczony narodzie będziesz pomszczony,

a lud żydowski na nowo

z popiołów się zrodzi !

 

Wiosna za płotem stanęła bezradnie,

spojrzała w głąb getta

i przerażona jego widokiem rzekła:

- Już nigdy tutaj nie zazielenią się drzewa

  i nie zakiełkują trawy,

             za dużo łez słonych wsiąkło w ziemię,

             za wielkie dźwiga rozpaczy brzemię

             by mogła wydać plony.

             Kwiatami będzie tylko pot rdzawy

             a z krwi – mak czerwony.

 

Na Franciszkańskiej, na Grabowej

stare jabłonie i grusze stały

pod nimi zwykle po pracy znojnej

rodziny żydowskie odpoczywały.

Ptaki wśród gałęzi swoje domki miały

zaś pracowite pszczoły nektar zbierały.

Motyle barwne, w powietrzu kołujące

wzbijały się wysoko

prawie aż pod słońce.

 

A w tym kwietniu...

Pusto, głucho,

stoją martwe drzewa,

słońce blado świeci,

nie brzęczą owady,

nie śmieją się dzieci.

Cóż to ?

Ławki zbite rzędem stoją

na placu Synagogi,

a nad nimi coś góruje

w kształcie budowli śmierci –

to jest szubienica !

 

Stryczki powieszono, wiatr nimi kołysze,

przyszła żandarmeria...

i huk karabinu przerwał martwą ciszę.

Sprowadzono skazańców, którzy byli bez winy.

Zaludnił się plac egzekucji,

przymusowo przybyli znajomi i rodziny.

Wśród zgromadzonych jęk grozy, rozpaczy,

pod tron Boga leci:

„zlituj się nad nimi,

 to niewinne dzieci”.

Pętle założono,

ławki przewrócono,

sprężyły się ciała,

oczy wyszły z orbit.

A w ludności, która to widziała

na zawsze serca umarły.

 

 

Wieczorem tę okrutną ciszę

wron i kruków krakanie płoszy

i szybują nad trupami

zaglądając w martwe oczy.

Kiedy księżyc wszedł na niebo

te drapieżne ptaki nie umilkły,

lecz w srebrnej poświacie

jak chorągwie śmierci

czarne skrzydła rozwinęły,

wyprężyły piersi

i zaniosły w świat, w czas wiosenny

swoje smutne pieśni.

Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować.Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@jewishmuseum.org.pl