Wiersz Anieli Szmidt
Miasto dziś – Aktualności
Polska / mazowieckie
Cześć pamięci !
Myślałam i tak bardzo chciałam –
dzieło napisać o Was wierszem,
które przez pokolenia byłoby czytane,
o umęczonym, dzielnym narodzie,
a przez Hitlera na śmierć skazane.
Ginęliście w obozach,
na ulicach,
w czasie modlitwy w synagogach,
domów swych progach,
na szubienicach
i w ogrodach.
Często bez imion bohaterowie nikomu nieznani,
skromniejsi od swego męstwa
na plecach i piersiach z Syjonu gwiazdami.
Wyście już wtedy dzieło o sobie
krwią pisali,
które powinny znać wszystkie narody
całej ziemi.
Minęły lata,
zgoiły się rany.
Krajobrazu nie szpecą już szubienice.
Miliony kartek spadło już z kalendarza,
odbudowano domy, miasta, ulice.
Lecz kiedy wiosna nadchodzi –
ja jak żywy obraz getto widzę
i o nim właśnie tu piszę.
Była wiosna, kwiecień rok 1942.
Tuż za Rynkiem, prawie w centrum miasta
od lewej strony Grabowej,
po Adamowską
i Przasnyską z prawej strony
zza gęstych desek getto wyrasta.
Stoją głuche, czarne domy –
zabite okna.
Zbite gęste płoty,
a u bram wrogie stoją straże.
Nie wolno tam wejść
ani wyjść nikomu,
rozkaz niemieckich tyranów tak każe.
Królową Wiosnę też tam nie wpuszczono.
Chciała posiać zieleń i rozwiesić kwiaty,
ogrzać starców,
pocieszyć każdą rodzinę strapioną,
utulić do snu maleńkie dzieci –
kołysankami, które nucą wiosenne ptaki.
Młodym na pewno szepnęłaby w ucho:
męstwa, odwagi i wiary,
umęczony narodzie będziesz pomszczony,
a lud żydowski na nowo
z popiołów się zrodzi !
Wiosna za płotem stanęła bezradnie,
spojrzała w głąb getta
i przerażona jego widokiem rzekła:
- Już nigdy tutaj nie zazielenią się drzewa
i nie zakiełkują trawy,
za dużo łez słonych wsiąkło w ziemię,
za wielkie dźwiga rozpaczy brzemię
by mogła wydać plony.
Kwiatami będzie tylko pot rdzawy
a z krwi – mak czerwony.
Na Franciszkańskiej, na Grabowej
stare jabłonie i grusze stały
pod nimi zwykle po pracy znojnej
rodziny żydowskie odpoczywały.
Ptaki wśród gałęzi swoje domki miały
zaś pracowite pszczoły nektar zbierały.
Motyle barwne, w powietrzu kołujące
wzbijały się wysoko
prawie aż pod słońce.
A w tym kwietniu...
Pusto, głucho,
stoją martwe drzewa,
słońce blado świeci,
nie brzęczą owady,
nie śmieją się dzieci.
Cóż to ?
Ławki zbite rzędem stoją
na placu Synagogi,
a nad nimi coś góruje
w kształcie budowli śmierci –
to jest szubienica !
Stryczki powieszono, wiatr nimi kołysze,
przyszła żandarmeria...
i huk karabinu przerwał martwą ciszę.
Sprowadzono skazańców, którzy byli bez winy.
Zaludnił się plac egzekucji,
przymusowo przybyli znajomi i rodziny.
Wśród zgromadzonych jęk grozy, rozpaczy,
pod tron Boga leci:
„zlituj się nad nimi,
to niewinne dzieci”.
Pętle założono,
ławki przewrócono,
sprężyły się ciała,
oczy wyszły z orbit.
A w ludności, która to widziała
na zawsze serca umarły.
Wieczorem tę okrutną ciszę
wron i kruków krakanie płoszy
i szybują nad trupami
zaglądając w martwe oczy.
Kiedy księżyc wszedł na niebo
te drapieżne ptaki nie umilkły,
lecz w srebrnej poświacie
jak chorągwie śmierci
czarne skrzydła rozwinęły,
wyprężyły piersi
i zaniosły w świat, w czas wiosenny
swoje smutne pieśni.
Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować.Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@jewishmuseum.org.pl





