Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 81 264 079 zn. | 95365 zdjęcia | 878 wideo | 118 audio | 1886 miejscowości

Wspomnienia Sary Litwak z Jadowa

Społeczność żydowska przed 1989 – Relacje, wspomnienia
Polska / mazowieckie

Wojna: getto

Na wojnę w 1939 roku razem poszli z Jadowa w jednej jednostce z Hilarym Mosze Zieleniec i syn Sztuczki. Syn Sztuczki przeżył wojnę z bratem w Rosji, jego ojciec z matką szli w czasie deportacji do Treblinki w pierwszych szeregach razem z Małką Weinzaft- wg. świadectwa kierownika szkoły Gębickiego. Jeden z synów Chrynowieckiego z Sulejowa służył w kawalerii w Ostrołęce i zginął podczas bombardowania przy forsowaniu Narwi. Mąż Chawy Grynberg był w piechocie i nie wrócił w 1939 roku do domu. Gelbart, z Bejtaru zginął, zostawiając żonę i dzieci (21). Antek Krzyczkowski zdezerterował z wojska w 1939 roku co było przedmiotem wymówek ze strony mojego ojca, który wypomniał Krzyczkowskiemu że jego syn Hillary, który miał się nie nadawać do wojska pozostał w jednostce do końca. Kiedy jedna bomba spadła na Jadów, myśmy uciekli całą rodziną na Myszadła. Dzieci gospodarza - Polacy, którzy kupili gospodarstwo od mojego dziadka zaprosili nas żebyśmy tam byli. I wie pan co? Mezuza tam jeszcze była! Na początku wojny Niemcy na jeden dzień zniknęli z Jadowa i była plotka, że przyjdą Rosjanie, ojciec się denerwował. Na początku wojny, w 1940 roku myśmy z mężem też na krótko uciekli do Białegostoku, ale Żydzi w Białegostoku byli bardzo nieprzyjemni. Uciekliśmy z Jadowa po tym jak taki „znajda” niemieckiego pochodzenia doniósł na mnie trzem niemieckim oficerom ,że w kolejce po chleb stoi Żydówka. Oni mnie wcześniej nie rozpoznali a tak wyrzucili mnie z kolejki. Przyszłam zapłakana do domu a tam siedzieli trzej „poznańczycy” (22) z niemieckiego wojska. Mama robiła im śniadanie. Jak powiedziałam im co się stało, poszli do sklepu i kopnęli tego znajdę w tyłek. Mój mąż nie chciał, żebym tam szła, potem się ukrywałam w getcie. Żydzi w Białymstoku żyli przed wojną bardzo dobrze. Kiedy Rosja zajęła Białystok, to nie byli zadowoleni. Oni myśleli, że ci żydowscy uciekinierzy, że my jesteśmy bolszewicy, komuniści. Oni myśleli, że będzie Polska, bali się Rosjan. Bardzo dużo zostało wywiezionych do Rosji i tam zginęli. Ci co tam mieszkali to nie byli komuniści – to byli bogaci ludzie. Sympatyków komunizmu było widać na ulicach w Białymstoku, ale oni nam nie dawali się we znaki. Dużo Żydów uciekło do Rosji, bo Żabotyński przestrzegał ich przed Niemcami, że Niemcy chcą Żydów zniszczyć. Nie mieliśmy gdzie się podziać w Białymstoku, spaliśmy na ulicy a do Rosji nie chcieliśmy jechać. Bardzo było ciężko i rodzice wysłali przewodnika Polaka, który zabrał nas z powrotem do Jadowa. Przed utworzeniem getta pracowałam na folwarku u Zamoyskiego. Jeśli chodzi o traktowanie na początku przez Niemców, to początek był niezły. Łapali do roboty, do kopania ziemniaków. Kazali też otworzyć wszystkie sklepy a Polacy, ale nie z Jadowa, tylko z okolicznych wsi rabowali a Niemcy to fotografowali. Potem jednej z rabujących gospodyń, bogatej kobiecie, Niemcy zabrali konie. Poszła na skargę do wójta Siedleckiego że Niemcy jej zabrali konie a Siedlecki jej powiedział, by zaprzęgła do powozu firanki Dąbka, które ona wcześniej zrabowała. Pan Siedlecki musiał oddać Niemcom klucze Jadowa a mój ojciec był przy tym jako tłumacz. Poza tym Niemcy patrzyli na początku przez palce na Żydów. Raz Niemiec ze swastyką poprosił mnie o kupno w sklepie papieru i kopert, sam nie chciał, bo wstydził się patrzeć jak ludzie się trzęśli na jego widok. Zapłacił w markach i pocałował mnie w rękę. Jechał do Warszawy, prosił moją matkę by go pobłogosławiła, bo jego matka nie zdążyła. Matka coś mu szepnęła na ucho. Mówił, ze w Niemczech nie ma nic w sklepach. Drugi Niemiec powiedział, że Niemcy przegrają wojnę. Obaj wiedzieli, ze rozmawiają z Żydami. Jeden z nauczycieli z Jadowa, mieszkał u Tomaszewskich, miał bogatą żonę, zaraz na początku skumał się z Niemcami, chodził ze swastyką. Orembski mu powiedział- „co już się sprzedałeś skurwysynu Niemcom?” Inny nauczyciel z Jadowa Kazimierowicz, uczył matematyki w Jadowie, potem w Sulejowie, to były oficer, zwolnili go za pijaństwo, rozdawał w czasie wojny ulotki, by nie ulegać Niemcom. Jedna uczennica z Jadowa- Toba, Żydówka, co wyjechała przed wojną do Palestyny, zaciągnęła się w czasie wojny do polskiego wojska w Anglii, spotkała tam w wojsku nauczyciela przyrody z Jadowa. Źle się zaczęło w 1940. Chociaż jeszcze w 1939 roku zabili Niemcy w Kolonii Jadowskiej kobietę - Deilę, nie wiadomo za co. To była ładna rozwódka, 40 lat, choć nie uczona. Deila handlowała drobiazgami po wsiach, takimi jak igły, pończochy, skarpetki. Była bardzo biedna, inni Żydzi dawali im darmowe kartofle, węgiel, drzewo (przed wojną także Polacy- młodzi rzeźnicy dawali biednym Żydom mięso- w czasie wojny nie było już handlu mięsem). Miała dwóch synów, jeden w wieku 10 lat poszedł pracować jako szewc, żeby zarobić te kilka złotych. Jej były mąż wyjechał do Niemiec, potem jak Niemcy deportowali polskich Żydów, wrócił do Jadowa, z nową żoną, niemiecką Żydówką Wandą, inteligentną kobietę, ale nie tak ładną jaka Deila. Przywiózł autobus, którym woził ludzi do innych miejscowości. Drugiego Żyda Niemcy zatrzymali na drodze do Węgrowa, gdzie miał rodzinę. Zabrali go do Stoczka i tak pobili, że zmarł. Żydzi od samego początku getta spodziewali się najgorszego, nastrój był bardzo ciężki. W getcie była cukiernia Salzmanna, nauczyciela żydowskiego, syjonisty. Tam Żydzi rozmawiali, co robić. Nie byli w wojsku, bali się broni. Część chciała się ukrywać, inni iść do partyzantki, jeszcze inni uważali, że Niemcy będą ich potrzebować, ich kwalifikacji i pracy. Delcia Jedwabnik, koleżanka żony Czarneckiego, Marii Armusiewicz, była w partyzantce, schwytali ją, nikogo nie wydała (23). Młodzi w getcie przestawali wierzyć, chcieli być kochani, chcieli seksu, cieszyć się chwilą. Żeby mieć na zabawy, na seks, byli gotowi rabować sąsiadów – tak mówili, ale tego nie robili. Inni byli załamani, myśleli o samobójstwie, niektórzy marzyli, by mieć broń i zabić Niemca. Młody chłopiec pytał mnie w getcie, czy nauczę go strzelać. Nastrój był taki – dziś się żyje, jutro nie. Wszyscy byli głodni. Ludzie umierali z głodu na ulicy. Raz widziałam, jak mąż dał leżącemu na ulicy w getcie kawałek chleba. Patrzyłam i płakałam, z dumy z męża i z żalu za chlebem, z głodu. Mąż powiedział, że nie chciał, by ten człowiek umarł zupełnie głodny. Niemcy ciągle coś wymyślali, czegoś żądali. Ciągle były rozkazy, strzelaniny. Każdy Żyd w getcie miał trochę złota. Kiedy Niemcy chcieli utworzyć getto, Judenrat potrzebował dostarczyć druty kolczaste i to było bardzo drogie, a Polacy którzy mieli druty, chcieli tylko złoto. Bochenek chleba kosztował trzy karaty brylantów, bo chłop narażał siebie i swoja rodzinę. Ja sama dałam chłopu spod Jadowa pierścionek z brylantem za dwa kilo chleba i masło. Mąż nawet tego masła nie tknął, wszystko poszło dla dzieci i najstarszych osób. W ogrodzie mieliśmy 29 drzew owocowych, ale Niemcy liczyli owoce i za brakujące kazali płacić. Potem rąbaliśmy te drzewa, żeby było czym palić w piecu a Niemcom mówiliśmy, ze to inni, nieznajomi rąbali. W getcie ojciec wstawił maszyny do pustego sklepu żydowskiego i przyjmował zlecenia na szycie, naprawę ubrań od Polaków, którzy w ubraniu przynosili żywność jako zapłatę. Klientami byli też niemieccy żołnierze (Wermacht), którzy też przynosili żywność. Przewodniczącym Judenratu był Gurfinkiel, przed wojną sekretarz gminy żydowskiej, (jego syn Chaskiel ukrywał się przez jakiś czas u Orembskich), byli w Judenracie także Mojshe Majerowicz, syjonista, bogaty handlarz zbożem, który miał sklep w Urlach i cukiernie koło Szlamy Jadowskiego i Meir Zbanowicz. Niemcy ich wybrali na te stanowiska. Byli w getcie też Żydzi z innych miast, z Wyszkowa, dużo z Warszawy. Niektórzy z nich przywieźli ze sobą złoto, Judenrat się o tym dowiedział i Niemcy im zabrali. Generalnie Judenrat zachowywał się porządnie, ale byli tacy co własne rodziny oddali na wywózkę, z których nikt nie wrócił. Majerowicz uderzył w czasie okupacji Gurnfinkiela, jak Niemcy ogłosili, że zabiją 20 zakładników, jeśli nie zgłosi się rabin z Tłuszcza, który ukrywał się w Jadowie. Gurnfinkiel był zdania, by nie mówić rabinowi o tej groźbie, Majerowicz uważał, że trzeba go poinformować, że nie może 20 zginąć na jednego, bał się o zakładników. Na każdym rogu była policja, żydowska po naszej stronie i niemiecka po drugiej (24). Nie było drutu pod napięciem, jak to czasami jest podawane (25), bo nie było w Jadowie takiej elektryczności wielkiej. Za opuszczanie getta zabijali (26). Żydzi musieli nosić na ramieniu żółte opaski z gwiazdą. Nie mogę wiele powiedzieć o życiu w getcie bo nie wychodziłam z domu, gdyż bałam się, że mnie spotka los Esterki. W każdą niedzielę robili Niemcy takie zabawy w Jadowie, wchodzili do getta i zabierali najładniejsze kobiety –wg. posiadanej listy, na hulanki, na seks, które potem wracały zgwałcone albo były zamordowane. Nie chciałam być zamordowana czy zgwałcona przez Niemca. Esterka była mężatką, miała 25 lat, synka, męża w Warszawie, ortodoksyjnego Żyda, który miał sklep z galanterią, była bardzo piękną młodą kobietą. Z domu była Perlmutter. Miała siostrę Rachel Perlmutter. Zabrali Niemcy Esterkę podczas hulanki i przywieźli jej ciało- zgwałconą i zabitą. Bardzo mi ciężko o tym wspominać. Nikt ze znajomych nie wiedział, że jestem w getcie. Jedna Polka, Stasia, przekradała się, przynosiła mojej rodzinie jabłka i czasami kawałek mięsa. Moja matka zawsze jej mówiła, „Stasia, ty narażasz swoją rodzinę”. Mama dawała jej moje rzeczy, bo jej tak kazałam. A kiedy się pytała o mnie, mama mówiła, że jestem w Rosji, że nie potrzebuję tych rzeczy i żeby oddała po wojnie, jak wrócę. Niemcy szukali rabina z Tłuszcza, gmina wiedziała gdzie się znajduje, ale on nie wiedział, że go szukają. Niemcy zebrali 20 młodych ludzi i grozili, że ich zastrzelą. Członkowie gminy się naradzili i stwierdzili, że „20 to nie to samo co jeden”, ale nie wydali rabina, tylko poszli powiedzieć mu o sytuacji. Rabin, jak się dowiedział, pytał się czemu tak długo nie dawali mu znać, że nie chce, żeby inni pokutowali za niego. Sama widziałam: Przyszedł czysto ubrany, a Niemiec powiedział: „Ej Żydzie! No to potańcuj!” a on na to: „Kto ty jesteś, żebym ja ciebie usłuchał?”. Dostał po twarzy, krew się lała, a on stał dumnie i mówił: „Polska jeszcze się wam odwdzięczy za naszą krew!”. Widziałam to wszystko dokładnie. Stałam przy placu, gdzie Żydzi stali. Niemcy chcieli żebyśmy widzieli co się z rabinem dzieje. Zaprowadzili do dziury od ustępu, jak to kiedyś było i został zastrzelony, i wpadł, i kości nawet nie mogli wydostać. Naszego rabina Wajngota podczas getta nie było, bo także się ukrywał, u takie Żyda pod Jadowem, który był mniej znany, tam niedaleko mostu gdzie nowy domy były zbudowane. Żyd ten nazywał się Sztuczka i wytwarzał sznury. Niemcom nie przyszło do głowy, że on jest schowany u tak zwykłego człowieka. Esterka (córka rabina) wyjechała do swojego brata w Słonimie. Rabina chyba Niemcy w Wilnie zabili. Jeszcze dostałam do getta list z Wilna od jego córki. Sztuczka poszedł do Treblinki. To mi opowiadał Gębicki. Stał w szkole i widział Sztuczkę i swoją uczennicę Małkę Wainzaft (27) jak ich prowadzą w stronę Kolonii do Łochowa. Jak opowiadał Pan Gębicki, to aż płakał. Ja się go pytałam, czy widział mojego ojca, ale on powiedział, że nie. Ojciec Małki, polski patriota, miał duży ogród, przy ulicy Warszawskiej od strony Tłuszcza. Pochodzili ze wsi Trawy i żyli z ogrodnictwa, wozili końmi warzywa i owoce do Urli. Jego dzieci mówiły po polsku i w innych językach. Małka przed wojną wyszła za mąż za starszego o 20 lat od siebie nauczyciela religii. Małka była ładną dziewczyną, dobra uczennicą. Miała dwóch braci, pobożnych Żydów i siostrę, która wyszła za dentystę z Warszawy. Pamiętam, że w czasie getta wielu Żydów ginęło na ulicy. Gedanke przeskoczył na polska stronę, gonili go Niemcy i w oknie go zabili. Jego okno wychodziło na ulicę, przeskoczył druty i okno było otwarte, w oknie go zabili. W tej kamienicy gdzie była gmina (przed rokiem 1945) i która należała do mojego szwagra, tam gdzie Orlicz- Dreszer się urodził. Bardzo dobrze pamiętam rodzinę Melcerów. Oni mieli sklep i hurtownię z mąką i Polacy przywozili ziarna. Mieli córkę Rachelę. Mieli też syna Mojżesza, z którym mieli problem, bo był młody i hulał, jeździł do Warszawy. Nie chciał się uczyć, nie skończył szkoły, prywatni nauczyciele uczyli go w domu. Miał dziewczynę Tobę, starszą od niego, co nie miała rodziców, ale jego rodzice nie chcieli się na nią zgodzić. Toba potem wyjechała do Palestyny, przed wojną odwiedziła na krótko Jadów i zabrała ze sobą chłopca, Jedwabnika. Jedwabnik chciał się z nią ożenić ale zorientował się, że Toba ma narzeczonego Araba, który był w niej zakochany i wyjechał do USA, gdzie miał warsztat samochodowy. Toba była potem w polskim wojsku w Anglii. Mojżesz ukrywał się potem u jednego dziedzica. Zabili Mojżesza i zabrali pieniądze. Inny dziedzic „z Podłęża” (między Jadowem a Łochowem) - Horodecki był przed wojną przyjacielem naszej rodziny i zawsze lubił potrawy mojej mamy – zwłaszcza faszerowanego szczupaka. Zawsze mówił, że wziął by moją mamę na kilka miesięcy do siebie do kuchni. Ja i moje rodzeństwo jako dzieci dostawaliśmy od niego paczki na Boże Narodzenie, ze słodyczami i orzechami. Moja siostra Pesia w czasie getta dostała się na Aryjską stronę w niedzielę, chciała odwiedzić Leję Bałaban, która była w szpitalu po aryjskiej stronie, było dużo Polaków, on (Horodecki) zauważył ją i strzelał do niej, ale nie trafił, lecz zabił innych ludzi, ten dziedzic z „Podłęża” . On pracował z Niemcami. Bardzo ciężko opowiadać, jak ci Polacy się zmienili (28). Sztuczki syn się o tym dowiedział w Warszawie, był komitet żydowski i miał dane jak kto zginął, co Polacy z Jadowa opowiadali. Rachelka Melcerówna została zabita podczas deportacji na ulicy. Melcerowie nie przeszli do kolumny i byli w getcie, bo zostało podzielone na pół. Ona zauważyła, że Niemcy zabili wujka –ojca szwagra, bardzo porządny i miły człowiek, nie miał dzieci. Niemcy go zabili i zostawili na ulicy. Ona wyskoczyła i upadła na niego- chciała go ratować i Niemcy ją zabili (29). Po deportacji doszedł do jej ciała jeden Polak (30) i on ściągnął z niej wszystko, nawet majteczki, zostawił całą nagą i jeszcze wrócił, bo miała złoty ząb i wyrwał ten ząb. To opowiadał mi po wojnie Orembski. Do prawdy, nie spodziewałam się, że będę miała okazję powiedzieć źle o Jadowiakach. Ja do dzisiejszego dnia nie wiem co u ludzi się dzieje, czy ja się pomyliłam, ale nie można było o nich powiedzieć jednego złego słowa. Jak mówiłam, że jestem Polka wyznawania mojżeszowego, to piali z radości. (Ja nie miałam czasu rozmawiać o tym, jak przyjechałam po wojnie, ludzie mi powiedzieli, żebym nie zostawała na noc, tak się spieszyłam). Był też taki Kurek, przed wojną endek, ale w czasie wojny był inny. Do prawdy, przechowywał sześcioro czy siedmioro Żydów z Jadowa w swoim biurze w Warszawie, w tym córki Jadowskich. Byli to Henia Jadowska, jej siostra Chaja Jadowska i ich mężowie, bracia Piekarscy z Sokołowa (Chaja wyszła za swojego szwagra, Kur Pierkarski miał siedmiu synów), Dorota (Dora) Miller (31) - umarła w Izraelu, w Polsce nie pomogła mi wyjechać do USA. To byli Żydzi. I jeszcze jedna Żydówka. Jej mąż zginął w czasie wojny a ona była u tego Kurka. Po wojnie dowiedziałam się, że ona ma męża z Galicji, Żyda który jest ministrem wydającym pozwolenia na wyjazd z Polski do Palestyny. Kurek to był inteligentny człowiek, żurnalista, miał gazetę. Ale w czasach wojny przechowywał w swoim biurze w Warszawie. On nie mieszkał w Jadowie przed wojną, tylko jego żona była z Urli, Szyszkówna Jadwiga (Szyszka) moja koleżanka ze szkoły. Bardzo dobry człowiek. On był urodzony w Koloniach Jadowskich. Każdy z Jadowiaków zna jego imię (32). Pamiętam też Rywkę Grzędę, po mężu Słodarz. Zakochał się w niej Niemiec, żołnierz, oficer czy jakiś. Myśmy imion Niemców nie znali bo się ciągle zmieniali. Ona wyszła za mąż w czasie wojny i wyjechała do Rosji i przyjechała z mężem i córeczką - żyli potem w Izraelu. Ona mi opowiadała o tym po wojnie. Ona wyjechała do Rosji, zanim jeszcze getto powstało. Przedostała się do Białegostoku z grupą z Jadowa i przeżyła wojnę na Syberii, czy gdzieś. Kuzyn Rywki, Lejb Grzęda z Jadowa był w wojsku Wasilewskiej, ciężko ranny pod Berlinem, umarł po wojnie w USA. Był też Mosze Zieleniec. Myślę, że on przetrwał wojnę. To nie był Jadowianin. Przed wojną sprowadził się do Jadowa i miał sklep ze skórą (33). Jego brat handlował z wielkim Niemcem, kolonistą Heiferem. Ten Heifer uratował wielu, cała rodzinę Żydów, którzy pracowali u niego w fabryce. Po wojnie, Ci uratowani przyjechali z powrotem do domu w Budziskach i zostali zabici przez Polaków. Po wojnie napisałam do matki Mariana Karczewskiego, a ona odpisała do mnie. Opowiedziała, że Finkielmanowa przybiegła obdarta bez bluzeczki i że nie mogła jej zatrzymać, bo Niemcy u niej mieszkali. W ogóle to pomagali jak mogli, podawali kartofle do getta (34).
Niemców niewielu widziałam, gdyż z domu nie wychodziłam. Niemcy mieli listę, a ja nawet nie byłam zgłoszona. Pewnego razu matka zachorowała. Wieczorem udałam się do apteki. Aptekarz znał mnie dobrze i powiedział „Córcia, coś ty zrobiła, oni cię zabiją?! Twoi rodzice i mąż pójdą Cię szukać i będzie więcej zabitych!”. Na rogu naszego domu, trzech Niemców mnie spotkało. Jeden trzymał rewolwer przede mną, drugi na plecach, a trzeci na boku. Oni się pytali czy rozumiem po niemiecku, ja powiedziałem, że nie. Był taki „poznańczyk”, który mówił trochę po polsku i ja pokazałem, że lekarstwo mam. I ten „poznańczyk” powiedział „to jest niewinna dziewczyna” i nie zabili.

Getto: milicja żydowska i policja granatowa

Komendantem milicji żydowskiej był Mejer Zbanowicz. Milicjantami byli też Git, Majerowicz i Gutman, który był blacharzem, po służbie w polskim wojsku. Wszystkich nie pamiętam.
Judenrat wybierał porządnych ludzi do milicji. Nie wiem, jak się zachowywali w getcie bo ukrywałam się w domu a rodzice nic mi nie mówili, żebym się nie denerwowała. Hillarego też wybrali do milicji, ale się nie zgodził. Zbanowicz był w Judenracie. W jego wierzyli, że on nie sprzeda Żydów. Był przedstawicielem getta i rozmawiał z gestapo. On się połączył z Niemcami. Wszystko co Niemcy chcieli to do niego się zwracali. On załatwił kryjówkę dla żony i córki u obywatela Tomaszewskiego, który miał syna krawca i który był przyjacielem mojego ojca, dobrzy ludzie, solidni, niepolityczni. Przed wojną przyjechał do Jadowa, i ludzie mówili „Panie Chrynowicki, cała inteligencja pójdzie do nich - do krawca. (U Żydów, jak w każdej społeczności też była zazdrość) Nam szkody nie zrobili, bo mój ojciec uczył go co i jak. Zbanowicz szukał miejsca dla żony, bo syna wysłał do rodziców policjanta Mosonia. Tomaszewski przyrzekł przechowywać żonę i córkę Zbanowicza. On sam został w getcie i był zrezygnowany. Każdy dzień Niemcy kazali tyle a tyle Żydów wysłać - nie wiedziano, że to do obozów. Niemcy brali ludzi do małego i dużego getta w Warszawie, na Saską Kępę, do szpitala na Czyste. Dużo osób wysłano (35). Jemu nawet dawali pieniądze, każdy chciał do drugiego getta, że może tam przeżyje. Zbanowicz był bardzo ważną postacią w getcie. Zbanowicz był spokrewniony z moją babcią – babci brat ożenił się z jego siostrą. Był sierotą, którego siostra matki trzymała. Ciężko pracował i doszedł do majątku i sławy. To był bogaty, dobry człowiek, ale nie uczony, nie umiał się podpisać. Miał kamienicę. On dostarczał przed wojną do sierocińca dr Korczaka i na różne kolonie żydowskie nabiału. On był lubiany, znał dobrze język polski. (36). On nie był urodzony w Jadowie, tylko na wsi. Udało mu się wielu ludzi wysłać z getta do Warszawy, jak choćby mojego brata Hilarego. Był też taki chłopak, którego ojca - Pynię, Polacy przezywali „Pajtakiem” bo miał takie duże nogi i robił duże kroki. Właściwie to chłopak nazywał się Mojżesz Mularski i Zbanowicz był jego wujkiem. To był chłopak, który się nie chciał uczyć. Jego ojciec miał okazję go uczyć, ale on nie chciał. Znał dobrze polski, ale nie był uczony. Ojca – Mularskiego -„Pajtaka”, zabili Niemcy w stodole, w getcie. Zbanowicz mu na wszystko pozwalał, ale ten Mularski - syn nie był policjantem w gettcie. Zbanowicz – mamy brat, wysłał go w czasie wojny do getta. On po wojnie został komendantem komunistycznej milicji na Pomorzu. To mi powiedziała Dorota Miller (37). To był ładny chłopak, dobrze mówił po polsku, ale nie chciał się uczyć. Przed wojna rodzinę Mularskich bardzo lubili Zamoyscy.
Zbanowicz umówił żonę i dziecko do Tomaszewskiego – na przechowanie. Jak przybyli Niemcy by przeprowadzić deportację, one poszły do Tomaszewskiego. Tomaszewski nie chciał narażać całej swojej rodziny, nie otworzył im drzwi. Ja ich nie winię, to wojna! Niemcy zabili je na końskim targu. W tym czasie Zbanowicz zabrał pieniądze jakie Żydzi zebrali na broń i wyjechał do rodziny Mosonia. Nie wiem dlaczego nie zabrał żony i córki ze sobą. Kiedy Zbanowicz zrozumiał, że przyjdzie czas zagłady i kiedy mój brat i inni z Jadowa prosili żeby kupić broń, zaczęto zbierać pieniądze w getcie. Brat poznał porucznika z jego pułku i ten mówi żeby dostarczyli pieniądze, a on ich zabierze na partyzantkę, Ten porucznik był Polakiem i dostał się do getta. Ale nie wiem jak się nazywał bo nie miałam kontaktu z bratem. Zbanowicz jak był w Warszawie (38) zdecydował się zabrać pieniądze i pojechał do Mosonia. On sam mi opowiadał. W Izraelu go spotkałam. W czasie wojny polskimi policjantami byli m.in.: Mieczysław Mosoń, Matyja i Nieradka. Matyja nie pochodził z naszych stron. Nie był żonaty. Przybył do Jadowa jakieś rok czy dwa lata przed wojną. Matyję zabiła partyzantka a Nieradka też nie przeżył. Mieczysław Mosoń – przed wojną był policjantem i znał język niemiecki i żydowski; był to przepiękny mężczyzna, kobiety za nim leciały. Mosoń przechowywał tego Zbanowicza z synem i swoją narzeczoną, Żydówkę, moją koleżankę z dzieciństwa Leję Bałaban, która nie mówiła dobrze po polsku, ale była ładna i bardzo uczciwa. On się potem z nią ożenił. Mosoń chciał ukrywać moją siostrę Pesię. Żoną Zbanowicza była Chana Bałaban. Jej siostra, Leja Bałaban była narzeczoną Mosonia, którą ukrywał u swoich rodziców w Galicji. Po wojnie pobrali się, ale ona umarła 2 lata od porodu ich syna. Leja przeszłą na katolicyzm, zmieniła imię na Maryla. Syn miał na imię Zbyszek. Oni żyli po wojnie na Pradze, ul. Mała 1. Mosoń po wypadku na motocyklu gdzie połamał sobie nogi przestał być granatowym policjantem i pojechał opiekować się Leją. Ona była bardzo ładna ale miała semickie rysy. Mosoń też tam ukrył Zbanowicza wraz z synkiem. Żeby to sfinansować, Zbanowicz zbierał w Jadowie pieniądze dla mojego brata na zakup broni żeby mógł przyłączyć się do partyzantki. Bardzo wielu Żydów w Jadowie dało. Ale on tych pieniędzy nigdy Hilaremu nie dostarczył. Powiedział, że „bliższa ciału jest koszula” i użył tych pieniędzy do przedostania się na południe do rodziców Mosonia. Zbanowicz chciał ukryć w Jadowie u krawca Tomaszewskiego, kolegi ojca swoją żonę i córeczkę, ale się to nie udało, Tomaszewski nie otworzył drzwi, ja go rozumiem, bał się. Leja znienawidziła za to Zbanowicza, gdyż uwielbiała swoją siostrę. Po wojnie sprzedał Zbanowicz kamienicę, ale nie zostawił ani jednej złotówkę rodzinie Mosonia, która go ukrywała i była bardzo biedna i w ogóle się źle z nimi obszedł. Nie pomógł też Leji. Syn Zbanowicza żyje teraz w Izraelu. Zbanowicz załatwiał tez kryjówki. Goldfinger, Rosenberg, Git ukrywali się u Pana Orembskiego przez dwa miesiące. Dłużej nie mogli, bo u Orembskiego było bardzo ciasno- nie było warunków dla tylu osób. W ogóle w Jadowie nie było warunków do ukrywania Żydów. Git dostał sie na Saską Kępę w Warszawie. Na Saskiej Kępie byli też Goldfinger, Rosenblum. Pracowali dla Niemców. Przed tym byli parę miesięcy u Orembskiego. Wyjechali z Jadowa przed likwidacją getto w Jadowie. U Orembskiego to nie było dobre miejsce, bano się że zwrócą uwagę na Orembskiego i on narzekał, żeby poszli i Zbanowicz wysłał ich do getta. A Orembski miał zebrane pieniądze a Zbanowicz to przyszedł z podpisem żeby dać pieniądze i zabrał te pieniądze– to sam Orembski mi opowiadał i Zbanowicz. Jak była deportacja z getta w Jadowie, to zastrzelili dziewczynę z rodziny Bałabanów, kuzynkę Pani Mosoń. Nie oddał pierścionka, kiedy kazali oddać wszystkie kosztowności a jak zaczęli strzelać to się wystraszyła i próbowała oddać i wtedy ją zastrzelili. Przed deportacją Sara Rosenberg z domu Nowina, chciała ukryć się z dzieckiem u księdza, ale się nie zgodził. Ksiądz nie był antysemitą, on po prostu bał się ich przyjąć.

Losy moje i rodziny

Mój brat Hilary nie chciał być milicjantem w getcie i Zbanowicz wysłał go do Warszawy kiedy tworzyło się getto i pracował w szpitalu na Czystem. Na początku mieszkał w małym getcie a potem był w dużym getcie. Zginął w Powstaniu w Getcie (39). Rodzice zginęli w Treblince, chociaż powiedziano mi, że ojciec został zabity przy likwidacji getta. Jak wojna wybuchła, jeden nauczyciel przyszedł do niego i powiedział: „Panie Chrynowicki, sprzeda pan dom! Niech Pan się ratuje i do Rosji ucieknie”. A mój ojciec powiedział: „Do Bolszewików? Pan mnie obraża. Nie chcę o nich słyszeć!”. Moja siostra Pesia nie chciała się rozdzielić od rodziny. Miała okazję się schować u jednego doktora z Wyszkowa – nie pamiętam jego nazwiska.
On zakochał się w mojej siostrze. Pesia była w getcie, ale nie pamiętam kiedy zginęła. Chana zginęła z rodzicami. Mojżesz (mój brat) był schowany „na „Kolonii” (Jadowskiej) u Pana Tryfona - to był bardzo dobry człowiek - bardzo religijny, bardzo miły i bogaty człowiek (40). Kolonie są za Jadowem w stronę Urli – tam gdzie się dojeżdża do stacji kolejowej. Był tam schowany trzy lata. Kiedy Rosjanie byli już blisko Warszawy, to chłopskie nie nauczone syny z Kolonii Jadowskiej zabili mojego brata za dwa kilogramy cukru. Na Urlach byli wszelcy – dobrzy ludzi i źli ludzi. Trzy miesiące przed wyzwoleniem Jadowa przez Rosjan. Jeszcze jeden bardzo piękny chłopak, Zielonagóra tam się ukrywał. Mojżesz w tym czasie pracował na roli u pewnego Polaka. Po wojnie jeden pan przyjechał do mnie z Kolonii, czyli z Urli, nazwisko jego było Szyszko i opowiedział mi, co się stało, że mogę ich sądzić, ale ja nie miałam sumienia - mojego brata nie będzie już. Zabili Mojżesza i pochowali go, nie wiem gdzie. Widłami ich zabili. Oni nie chcieli powiedzieć Niemcom, tylko za zabitych Żydów dostawali dwa kilogramy cukru (41). Kiedy mi to Szyszko powiedział i chciał podać imiona, ja do niego powiedziałem: „Ja się nie mogę zemścić, ja nie zastałam wychowana żeby się zemścić. Żebym wiedział, że mój brat zmartwychwstanie to bym się zemściła może”. Bardzo mnie to boli, że to Polacy, że ludzie się zmieniali. Mnie trudno osądzić. Każdy chciał żyć. Jak byłam po wojnie w Jadowie, to nie miałam strachu o życie, ja się bałam, że zostanę zgwałcona. Rzeźnik Kaleski krótko ukrywał żonę męża kuzyna. Ja z mężem przenieśliśmy się do getta w Warszawie w 1942r i mąż zarabiał tam dość dużo pieniędzy. Niemcy robotę mojego męża lubili i wysłali go do Modlina. Tam w Modlinie wiedzieliśmy, że koniec będzie wkrótce i zdołaliśmy uratować się. Mąż usłyszał, że Hitler kaputt i uciekliśmy. Taki Niemiec – wojskowy pomógł nam opuścić getto, dał nam przepustkę mówiąc „Jesteście wolni”. Miałam przeczucie, że się uratuję. Ukrywaliśmy się przez rok w lasach koło Wyszkowa, w kierunku na Jadów. Spotkaliśmy takiego chłopca z folwarku, który wskazał nam obóz rosyjskich partyzantów. Dali chleb, ale kazali iść. Ukrywaliśmy się w grupie, nie sami. Ok 12 osób, tylko na koniec byliśmy sami. Mój mąż mówił dobrze po francusku i ja też - wpadliśmy na myśl, że udamy się do Polaków, co spotkamy i powiemy, że on jest z desantu. Z drzewa zrobił rewolwer i tak trzymał w kieszeni. Mąż był bardzo zdolny i zrobił w lesie kryjówkę. W zimie było tak zimno, że moja noga stała się kawałem mięsa, do tej pory czuję ból. Jedliśmy co świnie zostawiły w korytach. Latem grzyby. Była jedna zima i jedno lato. Spotkałam jednego Rosjanina w lesie i to był Żyd. On nie poznał, że jestem Żydówką, ale powiedziałam, że mam męża Żyda. Ja się zapytałam czy mogę do partyzantki i powiedział tak:„ Jego nie przyjmą, niech Pani ucieka”. Bardzo trudno było, byłam bardzo chuda. Jednego partyzanta z AK też spotkałam. Ociec męża umarł w czasie getta. Matka jego była z nami w getcie i zginęła z rodzicami podczas deportacji.

Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować.Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@jewishmuseum.org.pl

Galeria

Więcej