Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 86 271 765 zn. | 84236 zdjęcia | 781 wideo | 116 audio | 1921 miejscowości

Inny – Obcy – Swój (1900–1939)

Społeczność żydowska przed 1989 – Relacje, wspomnienia
Polska / podkarpackie

ARTYKUŁ ZWERYFIKOWANY

Inny  Obcy  Swój

Dębiczanie pochodzenia żydowskiego i ich relacje z katolickimi mieszkańcami miasta w latach 19001939

„Nie ma już Dębicy, naszej Dębicy. I nie ma naszej „dobrej ziemi”, po której tak lubiliśmy spacerować. (...) Jakie cudowne były szabasy i święta w naszym mieście! Synagogi i bejt ha-midrasze pełne wiernych. Modlitwy kruszyły mury. Żydowskie matki, których serca pękły z rozpaczy, pogrążone w łzach, znajdowały tam ukojenie i pocieszenie. (...) Któż w Dębicy nie słyszał nocnego wołania szamesa: „Wstańcie Żydzi, czcić Stwórcę!”? Kto w piątkowe popołudnia, tuż przed szabasem nie widział Żydów w pośpiechu idących do łaźni, aby odświeżyć i obmyć się z codziennych trosk, i móc godnie uczestniczyć w nabożeństwie w synagodze lub w bejt ha-midraszu? (...) W pamięci zostaje nam jedynie ciepły dom rodzinny lat minionych, kołysanka naszej młodości”[1.1].

Czy rzeczywiście Dębica była „ciepłym domem”, „dobrą ziemią” dla swoich żydowskich mieszkańców? Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nie zachowały się praktycznie żadne źródła dotyczące życia gminy żydowskiej w latach 1900–1939 w Dębicy. Jedynym właściwie dostępnym materiałem źródłowym, poza ustnymi relacjami – raczej dość ogólnikowymi, podobnymi do siebie i szczątkowymi – katolickich obywateli miasta, jest tzw. Księga Pamięci Dębicy – Sefer Dembic – wydana w Tel Awiwie w 1964 r. dzięki staraniom dawnych mieszkańców Dębicy, którzy wyemigrowali do Izraela i w latach 1950–1951 i założyli tam Związek Dębiczan – poświęcona pamięci żydowskich mieszkańców miasta.

Czytając i analizując wiadomości zawarte w znajdujących się w Księdze wspomnieniach musimy jednak pamiętać, tak jak i zresztą w przypadku relacji katolickich, że nie powstawały one na bieżąco z opisanymi w nich zdarzeniami i dlatego nacechowane są indywidualnym doświadczeniem jednostki. W przypadku osób pochodzenia żydowskiego doświadczeniem Zagłady oraz antysemickich wystąpień okresu powojennego, zaś w przypadku katolików-Polaków – mocno zakorzenionym w ich sercach antysemityzmem, którego źródeł dopatrywać należy się między innymi w wychowaniu do roli Polaka – katolika i utożsamienia Polaka z katolicyzmem. Zgodzę się tutaj ze stwierdzeniem Jana Tomasza Grossa: „Odnoszę wrażenie, że antysemityzm skaził całe obszary polskiej historii i zamienił je w tematy tabu”.

W przypadku Dębicy istnieje, powielane w dotyczących jej publikacjach oraz wypowiedziach mieszkańców stwierdzenie, że w Dębicy antysemityzmu nie było, wszyscy żyli razem w zgodzie i harmonii. Nie chcę podważać tej opinii a jedynie ją skorygować i zwrócić uwagę na fakt, iż na podstawie dostępnych źródeł nie można jednoznacznie mówić o dębiczanach jako o antysemitach lub jako o ludziach tolerancyjnych, akceptujących Innych. Nie można jednak również zaprzeczać, że postawy antysemickie w mieście nie występowały, a nawet okresowo przybierały na sile. W pamięci dębiczan-katolików – Dębica zachowała się jako miasto prawie całkowicie żydowskie, w którym Polacy-katolicy często stawiali się w roli jakby – obywateli drugiej kategorii – goi – co często podkreślali moi rozmówcy. Tymczasem wśród mieszkańców miasta przeważała ludność polska wyznania rzymsko-katolickiego, na drugim zaś miejscu ludność żydowska, stanowiąca w 1900 r. ponad połowę liczby ludności Dębicy, zaś w 1938 r. – ok. 25%. Zmiany wielkości liczby ludności żydowskiej w interesującym nas okresie pokazuje poniższa tabela:

Tabela 1: Liczba ludności pochodzenia żydowskiego[1.2]:

Rok

 Liczba ludności ogółem w tysiącach

Liczba ludności żydowskiej w tysiącach   

1765

?

573

1880

3256

2385

1890

3578

2153

1900

3991 

2205

1910

4871

2113

1921

3922

1564

1933

9733

1189

1938

13 500 

3375

09.1939

14 556

ok. 2200–3000

Winą za bezrobocie, za biedę, za brak wykształcenia, perspektyw rozwoju powszechnie obarczano Żydów[1.3]. Często, podobnie jak w innych miastach także w Dębicy nawoływano do bojkotu żydowskich sklepów, niejednokrotnie czynił to ksiądz podczas kazania[1.4]. Następowało tu charakterystyczne konstruowanie opozycji: My – dobrzy obywatele, Katolicy, Polacy, Patrioci i Oni – Żydzi, a właściwie żydki – źli – komuniści – Obcy – „Jak perpetuum mobile działał mechanizm tożsamości negatywnej, ożywiając kolejne obszary złej pamięci: Oni zawsze nam zagrażali, Oni chcieli nas zniszczyć, Oni nas wykorzystywali, Oni tylko czekają. Oni – to mógł być każdy, a zwłaszcza Ci, którzy są najbliżej”[1.5] – a w wymiarze Dębicy najbliżej byli właśnie Żydzi. Jest to swoista „pamięć tego co Nam uczyniono, a nie tego do czego sami byliśmy zdolni”[1.6]. Z przykładem takiej pamięci mieliśmy ostatnio do czynienia podczas toczącego się dyskursu wokół popełnionego przez Polaków mordu w Jedwabnem[1.7]. Należy jednak zaznaczyć, że z konstruowaniem tożsamości negatywnej – względem Polaków – mamy do czynienia także wśród Żydów, oni również często budują opozycję Oni – goje, My – Żydzi. Musimy jednak pamiętać, że występując niejednokrotnie jako grupa mniejszościowa stanowiąca przedmiot represji grupy dominującej (a tak było m.in. zarówno w dębickiej szkole powszechnej jak i później w gimnazjum) odczuwała i odbierała pewne zachowania lub postawy inaczej, była bardziej wyczulona na określone zachowania mające na celu jej wyszydzenie, upokorzenie. Jeśli dodamy do tego późniejsze doświadczenie Holocaustu to musimy wyraźnie stwierdzić, że stopień usprawiedliwienia tej grupy jest zdecydowanie większy niż gdybyśmy chcieli szukać podobnego usprawiedliwienia dla grupy dominującej – Polaków.

Wśród dębiczan interesującego nas okresu daje się wyraźnie zaobserwować wspominany powyżej podział My – Oni. We wspomnieniach Żydzi bowiem nigdy nie występują jako Swoi. Podobnie zresztą dzieje się we wspomnieniach żydowskich zawartych we wspominanej Księdze. Żydzi jawią się tutaj jako dość hermetyczna grupa, w pewnym stopniu wyobcowana z ogólnie pojętej społeczności. Stanowi to często podkreślany zarzut w ustach dębiczan-katolików. Hermetyczności sprzyjało podejście otoczenia do Żydów jako do Innych ale także ich wspólnota położenia, interesów, dziejów i kultury nie zrozumiałej dla szerszych rzesz społeczeństwa. Tutaj pojawia się także pytanie na ile powszechne wśród katolików przekonanie, że miasto jest w rękach Żydów nie wynikało z faktu zamieszkiwania miasta przez liczną biedotę żydowską, nieraz zasilającą szeregi bezdomnych jak Żyd zwany „Bujok”: „...Ezechiel (...) to znany tamtym dębiczanom, obok popularnego Tulka, Żyd - domokrążca, wieczny mieszkaniec ulicy, bezdomny (...) tułacz i przyjaciel śmietników, chaszczy i łopianów, samotnik, milczek, wiecznie wiodący jakąś dysputę wewnątrz swojej jaźni (...). Ubrany w wychodzone łachmany, w dziury i łaty połatane, na co dzień w czapce, w święta żydowskie w czarnym kapeluszu...”[1.8]. „Nasze miasto (...) było małą mieściną zamieszkałą w większości przez biedotę żydowską, utrzymującą się z drobnego handlu, żyjącą niemal w skrajnej nędzy (...). Oczywiście, że wśród tego morza nędzy było kilka zamożnych rodzin, jak Wurclów, Kernerów, Hakerów, Brosów. Ale różnice klasowe pomiędzy jednymi i drugimi były nie do przebycia. Nie istniała wśród nich żadna więź społeczna. Łączyły ich tylko więzy wyznaniowe”[1.9]. (Powyższe wspomnienie i wyrażona opinia przeczą więc powszechnie utartemu stereotypowi o wzajemnej opiece i ekonomicznemu popieraniu się przez wszystkich Żydów.). Zamożni i wykształceni obywatele żydowscy, stanowiący istotną część miejskiej elity, odgrywali dużą rolę w życiu miasta. Dochodziło nawet do powstawania koalicji rządzących miastem – zwanych przez ich przeciwników klerykalno-żydowskimi. Pełnili odpowiedzialne funkcje we władzach miasta, wpływali na przebieg życia politycznego – co niejednokrotnie stanowiło podłoże do późniejszych sporów natury politycznej[1.10], a także oskarżeń o korupcję i finansowe przekręty. Fakt korzystania z pomocy finansowego przekonywania oponentów przez gminę żydowską znajduje potwierdzenie w materiałach źródłowych. Korzystano z wpływów lub łapówki[1.11]. Zresztą do tych spośród katolików, którzy prowadzili interesy z Żydami również wielu odnosiło się niechętnie: „Nagawiecki trzymał z Żydami. Żyda Pana skarżył, Żyd brał adwokata i tego bidoka maltretowali. I Oni[1.12] byli adwokatami i Oni popierali Żydów (...) Ludzie się zadłużali u Żydów. Ci chętnie dawali kredyty. Nie wiele miał a i tak to potem zlicytowali”[1.13]. „...Ogólnie biorąc cała ludność była w kieszeni obywateli narodowości żydowskiej (...). Aktualne wówczas powiedzonko „wasze ulice[1.14], a nasze kamienice” było odzwierciedleniem stanu faktycznego”[1.15]. Często więc jest tu powielany znany już powszechnie z literatury przedmiotu obraz Żyda wyzyskiwacza, który w sobotę sam odpoczywa a Gojów zmusza do pracy: „W sobotę nie wykonywali pracy, ale katolik musiał u nich być – to byli Goje. To oni palili w piecu...”[1.16].

Wspólnym elementem wspomnień Żydów i w pewnym stopniu katolików jest wspominanie sytuacji, które miały miejsce w szkole powszechnej, wśród dzieci. Różny jest jednak punkt widzenia tych sytuacji. Katolicy wykazują dużą zdolność do ich bagatelizowania: „No były, że młodzież nie raz żydka na religii przetrzymali... No było to no zawsze... Jak młodzież...”[1.17]. „Jak żydek mały się pojawił na korytarzu i tam gdzieś na podwórku, to polskie dzieci czasem żądały od niego by im salutował, to pociągnęły go za pejsy...”[1.16]. Zresztą tego typu incydenty miały miejsce nie tylko w stosunku do uczniów, ale także do osób starszych i trudno jednoznacznie określić na ile miały one charakter jedynie incydentalny: „...zmuszali Ezechiela – Bujoka do ściągania czapki, bądź kapelusza (...) – dla uwolnienia od wszelkiej zniewagi i głośno kazali wypowiadać: – Jezus Maryja. Odrywała się wtedy lśniąca łysina (...) dźwigająca ciężar wymuszenie ściągniętej czapki, ku radości wiernych „czcicieli Maryi” i Jej Syna, Bujok głośno wymawiał Imiona Pańskie, a ledwo słyszalnie bądź nie słyszalnie dodawał: – Tyś powiedział. Lecz oni już nie słyszeli, bo nie ze świata ciszy byli”[1.19]. Takich przypadków religijnego przymuszenia było w Dębicy więcej: oprócz licznie i często padających obelg słownych, które u rzucających je Polaków wywoływały wielką radość i dużo śmiechu dochodziło do licznych nadużyć fizycznych, zwłaszcza wśród uczniów szkoły: ciągnięto za pejsy, obcinano cicit (rytualne frędzle), wpychano wieprzowinę do ust. Dochodziło nawet do pobić, sprawców których wykryć nigdy nie było można. Wszystko to doprowadzało do azylowania się uczniów żydowskich, unikania przez nich przebywania na szkolnym podwórku, na którym niejednokrotnie dochodziło do dotkliwych bójek ze „szkocim” (dosłownie: insekt, gad lub też „mały diabeł”, „nie żydowski chłopiec”) – jak określano polskich uczniów. Żydowscy uczniowie starali się temu przeciwdziałać głównie przy pomocy starszych kolegów, którzy prawem pięści stawali w obronie swoich młodszych współbraci[1.20]. Zastanawiające jest, że odpowiedzialni za wychowanie i szkolną edukację nauczyciele m.in. Robert B., Kazimierz K. Michał S., Zofia L., Józef W. – a więc osoby cieszące się powszechnym szacunkiem i uważane za wzorowych pedagogów – nie zauważali lub raczej nie chcieli zauważyć istniejącego problemu. Sytuacja nie przedstawiała się lepiej w gimnazjum. Kiedy podczas szabatu uczniowie żydowscy odmawiali z religijnych względów pisania podczas lekcji narażeni byli na drwiny ze strony „kolegów” z klasy oraz złośliwe wywody niektórych profesorów: „Mieszkacie na polskiej ziemi, jecie polski chleb, lecz nie przyjmujecie polskich zwyczajów. Czy macie zatem prawo żądać szczególnych przywilejów?! Oto masz nowo uprzywilejowanych obywateli, o Polsko! Młodych potomków Mojżesza!”[1.21]. Dla wielu Żydów nauka w dębickim gimnazjum była swoistą gehenną: „W owe pierwsze szabaty zaznałem „przedsmaku gehenny”, za to, że chciałem się uczyć w gojowskim gimnazjum, a i moje późniejsze lata gimnazjalne nie były usłane różami. Różnica polegała na tym, że powodem moich cierpień w pierwszych tygodniach nauki był „głos Jakuba”, czyli napomnienia bogobojnych Żydów, podczas gdy przez pozostałych sześć lat w gimnazjum miałem problem z Ezawem, czyli gojami, którzy zatruwali życie nie tylko mnie, lecz również wielu kolegom Żydom, którzy uczyli się w tej szkole”[1.22]. Takie traktowanie żydowskich uczniów spowodowało znaczący spadek ich liczby. Coraz częściej wybierali oni gimnazja w Tarnowie, Krakowie lub Rzeszowie. Miało to swoje uzasadnienie również w tym, że w dębickim gimnazjum dochodziło do przypadków obniżania ocen końcowych uczniom żydowskim, pomimo tego, że wielu z nich było prymusami. Nic więc dziwnego, że koniec nauki był powodem do urządzenia specjalnej imprezy w celu uczczenia odejścia „z naszej „ukochanej” budy”[1.23].

Często następowało posądzanie Żydów o sympatie komunistyczne. Wiązało się to z faktem utożsamiania przez katolików: komunistów z syjonistami, do których organizacji należało wielu spośród dębickiej młodzieży pochodzenia żydowskiego, choć pojawiali się również tacy, którzy „zasilali inne prądy społeczne rozpowszechnione wśród polskiego żydostwa”[1.24]. Wśród organizacji syjonistycznych, do których należały rzesze żydowskiej młodzieży należy wymienić: ogólno-syjonistyczną Gordonię, prawicową i lewicową frakcję Poalej Syjon a także Agudas Jisroel, Bund. Istniała także podziemna komórka młodzieży komunistycznej – jednak nie cieszyła się ona w Dębicy szerszym poparciem. Uczęszczanie na spotkania organizacji syjonistycznych było szczególnie niebezpieczne dla uczniów gimnazjum, ponieważ groziło wieloma reperkusjami ze strony nauczycieli oraz dyrekcji szkoły a nawet wydaleniem z niej. Funkcjonowanie powyższych organizacji napotykało jednak nie tylko na opór ze strony większości katolików, ale także spotykało się z dużą krytyką konserwatywnej części żydowskich obywateli miasta, zwłaszcza w okresie początków działalności organizacji syjonistycznych w Dębicy przed pierwszą wojną światową. Osoby zainteresowane ich działalnością uciekały się wówczas do swego rodzaju kamuflażu, czego przykładem jest próba założenia w Dębicy na początku XX w. (ok. lat 1904–1905) „związku kupieckiego”, który oficjalnie nie będąc organizacją syjonistyczną, stwarzałby swoim członkom możliwość prowadzenia syjonistycznej działalności. Związek funkcjonował w Dębicy przez pewien okres czasu, jednak jego działalność nie rozwinęła się na szerszą skalę. Dębica była wówczas zbyt małym miastem, warstwa kupiecka była niewielka i raczej mało zamożna. Sytuacja materialna zmuszała wielu mieszkańców do opuszczenia Dębicy i szukania pracy w większych miastach jak np. Tarnów, Kraków. Na czele związku stali: Naftali Eisen (właściciel warsztatu ślusarskiego), Natan Grunspan (właściciel fabryki teczek) oraz Szmuel Mahler – pionier dębickiego syjonizmu[1.25].

Postacią niezwykle znaczącą dla powstania i rozwoju ruchu syjonistycznego w Dębicy, osobą, która właściwie położyła podwaliny pod działanie owego ruchu był Jehuda Bornstein – urodzony w Dębicy w 1888 r. w rodzinie właściciela hotelu obok stacji kolejowej Szlomo Bornsteina. To on był pomysłodawcą powstania wspominanego powyżej „związku kupieckiego” a także syjonistycznej organizacji kobiecej Debora, istniejącej w różnych formach aż do wybuchu II wojny światowej. Prowadził wiele spotkań, inicjował powstanie żydowskiej biblioteki, łagodził spory pomiędzy syjonistami w Dębicy, a także zdecydowanie walczył z chasydzką ortodoksją. W 1918 r. doprowadził do zorganizowania w Dębicy kongresu ogólnopolskiej organizacji Ha-Szachar (Związku Młodych Studentów). Kongres odbył się w Hotelu Bornsteinów w Dębicy i był ostatnim osiągnięciem Jehudy Bornsteina na gruncie dębickim, gdyż już w 1914 r. wyjechał on na stałe na zachód Europy[1.26].

Najsilniejszym z ruchów żydowskich w Dębicy był żydowski skauting Ha-Noar ha-Cijoni – związek o charakterze ogólnopolskim, założony w 1927 r. i zrzeszający dzieci i młodzież od 7 do 25 lat[1.27] – „Nauczyli mnie szanować „życie znoju i wolności”, chodzić wśród gojów z podniesioną głową i nie poddawać się opresjom”[1.28].

Katoliccy i żydowscy mieszkańcy miasta współżyli jednak ze sobą na co dzień. Byli sąsiadami, nieraz związanymi ze sobą serdecznymi więzami przyjaźni[1.29]. Chrześcijańska niedziela i świętowany w sobotę żydowski szabas stanowiły odwieczny element powszechnej rutyny. Ksiądz nawołujący podczas kazania do nie kupowania u Żyda „po Mszy brał Żyda za rękę i szli”[1.30]. Zapewne nie zawsze układało się dobrze, występowały jakieś mniej lub bardziej poważne zadrażnienia, konflikty. „Te dwie lub trzy chrześcijańskie rodziny, które sąsiadowały z naszymi chederami i bet midraszami, żyły między nami niczym „na wygnaniu”. Aby oddać im sprawiedliwość, trzeba przyznać, że ludzie ci musieli bardzo cierpieć, musząc znosić całymi dniami i nocami głośne śpiewy i modlitwy”[1.31]. Istnieją informacje mówiące, że w okresie przed wojennym (tzn. przed I wojną światową) istniały obok siebie dwie rady: Rada Gminy Chrześcijańskiej w Dębicy – na czele której stał burmistrz oraz Rada Gminy Izraelickiej z wice burmistrzem – Żydem na czele. Praca Rady Miejskiej przebiegała w owym okresie raczej bez zakłóceń natury przynależności narodowej. Starano się wychodzić naprzeciw potrzebom obu grup ludności m.in. poprzez wyznaczanie obszarów miasta, na którym Żydzi mogli spokojnie obchodzić swoje święta i nie zakłócało to życia w mieście. Spokoju pilnowała policja – co zdaje się wskazywać, iż obawa przed ewentualnymi niepokojami występowała. Miasto w swoim budżecie uwzględniało dofinansowanie dla szkoły tory, remontu synagogi bądź łaźni, podobna pomoc finansowa istniała ze strony gminy żydowskiej dla szkoły powszechnej a nawet parafii katolickiej. Pojawiały się nawet pomysły wprowadzenia dla uczniów żydowskich judaizmu do szkoły powszechnej[1.32]. Udział gminy żydowskiej w życiu katolickiej społeczności miasta budził zastrzeżenia a czasem nawet ostre sprzeciwy ortodoksyjnej części Żydów. Życie obu społeczności katolickiej i żydowskiej układało się na ogół poprawnie, tak samo jak i katolicy, Żydzi chodzili na miejskie zabawy, bale, teatralne przedstawienia, koncerty, do kina, obserwowali wojskowe parady. Byli częścią tego miasta i tej społeczności, ale jednocześnie pozostawali obcy, a właściwie jakby zawieszeni gdzieś pomiędzy Obcy a Swój. Byli Inni. Działo się tak pomimo istniejącego gdzieś w głębi żydowskiego serca poczucia pewnej wspólnoty dziejowej, kulturowej z Polakami, czego wyrazem było wspólne świętowanie państwowych rocznic, patriotyczne akademie: „Pamiętam pochody z okazji 3 maja, polskiego święta narodowego, które w czasach rządów Piłsudskiego organizowano z wielką pompą. My, młodzież żydowska, wówczas jeszcze ucząca się w polskiej szkole powszechnej, należeliśmy już do żydowskiej organizacji skautowskiej. Nosiliśmy skautowskie mundurki z wielką dumą i trzymając w ręku niebiesko-białe flagi narodowe maszerowaliśmy ramię w ramię z polską młodzieżą w pochodzie trzeciomajowym. Nigdy nie zapomnę, jak cieszyły się z tego moje (...) przyjaciółki (...). Były wtedy takie szczęśliwe: „No i popatrz, Edka, jak dalekośmy zaszli! My, Żydzi, możemy maszerować pod naszymi barwami narodowym wraz z Polakami”[1.33]. Takiemu poczuciu sprzyjała na pewno atmosfera polskiej szkoły, do której chodziły żydowskie dzieci. Szkoła polska wpajała w nich polskość, zaś dom rodzinny, szkoła czytania Tory – poczucie przynależności do narodu żydowskiego. Przytoczony powyżej fragment dowodzi jednak, iż pomimo panujących wśród Polaków stwierdzeń, że Żydzi nie włączali się w życie miasta[1.34] – było inaczej i pewna więź istniała. Oczywiście nie wszyscy katolicy odnosili się negatywnie do Żydów. Często podkreślali żydowską pracowitość, poczucie wspólnoty, wzajemne popieranie się[1.35] oraz to, że „w odróżnieniu od Polaków – nikt nie widział Żydka pijanego”[1.36], a także ich szkolną, koleżeńską pomoc[1.37].

Polem, które łączyło oba społeczeństwa była sportowa pasja, realizowana przez Żydów chociażby w piłce nożnej i posiadaniu własnego klubu sportowego: Bar-Kochby. Niewątpliwie nie można wykluczyć, że podczas rywalizacji drużyn katolickich i żydowskich, nie dochodziło czasem do starć na tle narodowościowym. Ciekawe zdarzenie opisuje w swoich wspomnieniach o ojcu Antoni Darłak : „...został zapowiedziany mecz piłkarski pomiędzy drużyną miejscowej Wisłoki, a bardzo dobrym i znanym żydowskim zespołem Makabi z Krakowa. (...) Zgodnie z przewidywaniami miejscowi przegrali mecz sromotnie aż 3:7 i nic dziwnego, że dębiccy Żydzi triumfowali. Mogłoby się wydawać, iż zostały spełnione warunki do agresywnych zachowań po meczowych (...) ze strony kibiców drużyny przegranej. (...) Jednak do awantur nie doszło. Wracaliśmy z meczu (...) mijając domy żydowskie, z których mieszkańcy wylegli na zewnątrz, szydząc z nas, sportowych nieudaczników. Żydzi, pokrzepieni zwycięstwem swojej drużyny, pozwalali sobie nawet na prowokacyjne okrzyki pod naszym adresem. I co? I nic! Do żadnych zajść nie doszło”[1.38]. Warto jednak zastanowić się i zadać pytanie jak wyglądała sytuacja, gdy to polska – katolicka drużyna wygrała mecz. Czy aby też nie pozwalała sobie na mniejsze lub większe uszczypliwości lub prowokacje względem przegranych. W powyższym wspomnieniu widzimy nacisk położony na to, że Oni – Żydzi szydzili z nas, gdy My – Katolicy – Polacy upokorzeni wracaliśmy z meczu. Pojawia się tutaj pytanie co było bardziej dla autora tego wspomnienia bolesne: fakt przegranego meczu, czy fakt, iż drużyną wygraną była drużyna żydowska, a Żydzi nie bali się wyjść na ulice i świętować zwycięstwa i czy autor uznałby za stosowne opisać sytuację odwrotną, czy czasem nie stanowiłaby ona dla niego naturalnego zachowania. Nie chcę bynajmniej dokonywać tutaj jakiegoś sądu nad Polakami – Katolikami – zwłaszcza, że należy napisać, że różnego rodzaju przejawy wyśmiewania się chociażby z religijnych zwyczajów katolików miały miejsce również ze strony Żydów: „...że znalazł się w gojowskiej szkole – z jej krzyżami i bałwanami wyobrażającymi „ich Mesjasza” na ścianach. (...) Gdy przychodziła pora na zmówienie pacierza, ci (...) ludzie przyłączali się wówczas do modlitwy gojów z własnymi rymowankami, np. o Josele Pandrim i cioci Miriam. Była to dla nich okazja odegrania się za to, w jaki sposób kalano ich dusze”[1.39]. Należy podkreślić jednak z całą stanowczością, że występujące próby wyszydzenia pewnych gojowskich zwyczajów miały o wiele mniejszy zasięg i nie były nacechowane tak dużą dawką negatywnych emocji jak w przypadku katolików. Same zresztą chrześcijańskie symbole religijne, figury lub postać księdza wzbudzały strach – oczywiście przede wszystkim u żydowskich dzieci: „...pokonując tę drogę zawsze mieliśmy pietra. A to głównie za sprawą pewnego wysokiego, odzianego w czerń księdza, który wychodził z plebani na poranną mszę do klasztoru i po drodze się modlił. O tej wczesnej porze, kiedy wszystko pogrążone jest jeszcze w głębokim mroku, mamrocący cos pod nosem ksiądz wydawał się nam osobą niespełna rozumu. Używaliśmy wszystkich możliwych sposobów by odpędzić zło: łapaliśmy się za guziki, nosiliśmy frędzle tałesów na wierzchu, trzykrotnie zmawialiśmy: „Będziesz uważał to za rzecz wstrętną” i spluwaliśmy dziewięciokrotnie (...) szerokim łukiem obiegaliśmy „świętą figurę” stojącą naprzeciwko sądu, bo o tej porze wydawało się nam, że macha w naszym kierunku i grozi nam wzniesionym ramieniem”[1.40]. Zauważyć w tym można pewna analogię do strachu jaki w niektórych katolickich dzieciach wzbudzała postać ubranego na czarno, z długa brodą, pejsatego, mówiącego w tajemniczym języku jidysz Żyda[1.41] oraz z przesądami związanymi z widokiem księdza o poranku.

Świat dębickich Żydów uległ bezpowrotnie zniszczeniu wraz z wybuchem II wojny światowej: „Gdzie się podziały tak charakterystyczne dla miasta osoby? Gdzie ci mieszkańcy Dębicy? Gdzie podziało się tysiące Żydów, co rej wodzili w naszym mieście? Co stało się z bogatym Reichem, Ganzem, Brosem u którego można było nabyć najlepsze bielskie sukna (w granicach 25 złotych za 1 metr)? Gdzie jest Szuss – piekarnia i hurt mąki? Gdzie Ciepła Noga, która kupowała kogutki u wylotu rynku od strony południowej? Gdzie Grünspan i ten co miał maleńki sklepik? Gdzie są dwie bożnice żydowskie? Gdzie Thau – bogaty rzeźnik, Taffet, bogaty Kanner, gruby Wurzel? Gdzie lekarze Sandhaus i Milet, mecenasi Tewelowie, Mahler i Mahlerówny, Lejzor i Fink – handlarze ryb? Gdzie piękne Żydóweczki? Gdzie setki biednych i bogatych Żydów?” [1.42].

Reasumując powyższe rozważania jeszcze raz należy podkreślić, iż nie można w jednoznaczny sposób napisać o wspaniałej sielankowej harmonii współżycia polsko-żydowskiego w Dębicy, banalizując jednocześnie pojawiające się na ulicach napisy „bij Żyda” – przypisywane młodzieńczym wygłupom. Pamiętać też trzeba, że dębickie relacje nie zachodziły w oderwaniu od ówczesnej polskiej rzeczywistości, w której fala antysemickich wystąpień i haseł – wysuwanych przez nacjonalistyczne partie polityczne, organizacje lub nie tylko młodzieżowe bojówki w rodzaju Młodzieży Wszechpolskiej, a także duchowieństwo katolickie – trafiała na podatny grunt, przynosząc określone zachowania o charakterze zdecydowanie antysemickim. Nie można też jednak napisać o Dębicy, jako o mieście przepełnionym antysemityzmem. Relacje polsko-żydowskie nie odbiegały w niej od relacji panujących w podobnych jej miasteczkach Galicji. Sami zresztą Żydzi przyznawali, że „Dzieje gminy dębickiej były i dobre i złe. Dobre – gdyż w jej historii nie zdarzyło się nic dramatycznego, co wymagałoby pomocy większych gmin z terenu Polski. Złe – gdyż na jej temat nie zachowały się żadne – ani świeckie, ani gminne – teksty źródłowe sprzed końca XVII wieku. (...) Niech pamięć o niej trwa wiecznie!”[1.43].

Pokaż przypisy

Ukryj przypisy

[1.1] Cyt. za: Bornstein R., Di wig fun unzer jugnt, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 177.

[1.2] Dana za 09.1939: Mroczka L., Dębica w latach drugiej niepodległości, [w:] Dębica – zarys dziejów miasta i regionu, red.: J. Buszko i F. Kiryk, Kraków 1995, s. 339; Bonusiak W., Podczas wojny domowej i okupacji niemieckiej, [w:] Dębica – zarys dziejów miasta i regionu, red.: J. Buszko i F. Kiryk, Kraków 1995, s. 454.

[1.3] Rozmowa z p. Witoldem Tułeckim – przeprowadzona 07.02.2006 r.; Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.

[1.4] Żychowska M., Harcerstwo dębickie 1911–1939, Tarnów 1991, ss. 7–8; Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.

[1.5] Cyt. za: Dąbrowska-Partyka M., Jad złej pamięci, „Znak” 1995, nr 5, s. 41.

[1.6] Cyt. za: Dąbrowska-Partyka M., Jad złej pamięci, „Znak” 1995, nr 5, s. 42.

[1.7] Bikont A., My z Jedwabnego, Warszawa 2004.

[1.8] Cyt. za: Sto lat „Jagiełły”  Bujok na drodze, „Ziemia Dębicka” 2001, nr 9, s. 16.

[1.9] Cyt. za: Przewłocki A., O ludziach i wydarzeniach z lat szkolnych, mps w Bibliotece–Muzeum Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy.

[1.10] Rozmowa z p. Stanisławem Chmielem – przeprowadzona 09.02.2006 r.

[1.11] Leibl D., Ba-szaar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 6.

[1.12] Nagawieccy – przyp. red.

[1.13] Cyt. za: Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.

[1.14] tj. katolickie – przyp. red.

[1.15] Cyt. za: Wójcik W., Zapach dymu... Wspomnienia „Dworzanina” z Dębicy, Dębica 1992, s. 31.

[1.16] Cyt. za: Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.

[1.17] Cyt. za: Rozmowa z p. Witoldem Tułeckim – przeprowadzona 07.02.2006 r.

[1.18] Cyt. za: Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.

[1.19] Cyt. za: Sto lat „Jagiełły”  Bujok na drodze, „Ziemia dębicka” 2001, nr 9, s. 16.

[1.20] Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, ss. 133-137.

[1.21] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 136.

[1.22] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 135.

[1.23] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 137.

[1.24] Cyt. za: Perelberg E., Mi-zichronataj, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, ss. 137-138.

[1.25] Jehuda Bornstein, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 66.

[1.26] Jehuda Bornstein, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 67.

[1.27] Perelberg E., Mi-zichronataj, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 137.

[1.28] Cyt. za: Perelberg E., Mi-zichronataj, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 138.

[1.29] Rozmowa z 10.02.2006 r.; Rozmowa z p. Stanisławem Chmielem – przeprowadzona 09.02.2006 r.

[1.30] Cyt. za: Rozmowa z p. Bogucką i p. Lis – przeprowadzona 08.02.2006 r.; W 1939 r. zapowiadano w Dębicy Tydzień Propagandy Kupiectwa Polskiego „w celu zerwania z tradycją kupowania u Żydów”; Mroczka L., Dębica w latach drugiej niepodległości, [w:] Dębica – zarys dziejów miasta i regionu, red. J. Buszko i F. Kiryk, Kraków 1995, s. 342.

[1.31] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 128.

[1.32] Zielecki A., W czasach autonomii, [w:] Dębica – zarys dziejów miasta i regionu, red.: J. Buszko i F. Kiryk, Kraków 1995, s. 246.

[1.33] Cyt. za: Perelberg E., Mi-zichronataj, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s.138.

[1.34] Rozmowa z p. Witoldem Tułeckim – przeprowadzona 07.02.2006 r.

[1.35] Darłak A., Stanisław Darłak i jego Dębica, Kraków 1996, ss. 91-92.

[1.36] Cyt. za: Wójcik W., Zapach dymu... Wspomnienia „Dworzanina” z Dębicy, Dębica 1992, s. 31.

[1.37] Przewłocki A., O ludziach i wydarzeniach z lat szkolnych, mps w Bibliotece–Muzeum Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy.

[1.38] Cyt. za: Darłak A., Stanisław Darłak i jego Dębica, Kraków 1996, s. 96.

[1.39] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 134.

[1.40] Cyt. za: Grünspan J., Neorim be-nachar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, ss. 133-137.

[1.41] Grundboeck M., Moje spotkania z dębickim gimnazjum, mps w Bibliotece–Muzeum Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy.

[1.42] Cyt. za: Wójcik W., Zapach dymu... Wspomnienia „Dworzanina” z Dębicy, Dębica 1992, s. 35.

[1.43] Cyt. za: Leibl D., Ba-szaar, [w:] Sefer Dembic, red. D. Leibl, Tel Aviv 1960, s. 6.

Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować. Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@polin.pl