Drukuj | A A A | Zgłoś problem | 86 123 959 zn. | 84124 zdjęcia | 738 wideo | 116 audio | 1920 miejscowości

Jehuda Pechter: Pieczenie „strzeżonej macy”

ARTYKUŁ ZWERYFIKOWANY

Moje, sięgające czterdzieści lat wstecz, wspomnienia na temat pieczenia „strzeżonej macy” w Dębicy z pewnością nie będą zawierały żadnych odkrywczych stwierdzeń. „Strzeżoną macę” pieczono bowiem w taki sam sposób we wszystkich miasteczkach Wschodniej Europy. Cóż zatem mógłbym dodać? Czyżby dębiccy chasydzi szli w tym względzie za przepisami jakiegoś odmiennego prawa lub przestrzegali jakiegoś zwyczaju, który był nieznany reszcie galicyjskich chasydów? A jednak wierzę, iż mój opis w minimalnym choćby stopniu pomoże uszczegółowić portret zgładzonych pokoleń, uzupełnić obraz tego wysublimowanego i świętego świata – ściśle powiązanego, podobnie jak w całej Galicji, ze świeckim życiem naszego miasteczka – o choćby mały punkcik.

Dziad mój – błogosławionej pamięci reb Chaim Schlesinger, który był mohelem w Dębicy – udawał się w pełni lata, w okresie żniw, do jednej z okolicznych wiosek, aby wraz z miejscowym rolnikiem żydowskim zebrać pszenicę na „strzeżoną macę” ze specjalnie wyznaczonej na ten cel części jego pola. Zbiorem tej pszenicy zajmował się wyłącznie mój dziad wraz z owym żydowskim gospodarzem.

Żniwo i młócka odbywały się z zachowaniem zasad rytualnej czystości, po czym ziarno zawijano w białe płótno. Było niekrochmalone, gdyż krochmal jest chamecem. Dziadek przynosił tobołek z ziarnem do domu, a następnie umieszczał go w specjalnie wybranym miejscu na strychu chasydzkiej modlitewni – w pobliżu domu błogosławionej pamięci cadyka Altera Pechtera. Tam własnoręcznie rozkładał ziarno na starannie wypranych białych prześcieradłach, aby właściwie wysuszyć pszenicę. W okresie pomiędzy świętami Purim i Pesach, kiedy ziarno zostało całkowicie wysuszone, dziad przystępował do wybierania szumin, które również bezwzględnie uznawano za chamec. Chcąc precyzyjnie wypełnić to przykazanie, należało ręcznie zbadać dokładnie całą pszenicę, bo tylko w ten sposób można było mieć pewność, że ani jedno zepsute ziarenko nie znalazło się w ziarnie przygotowywanym na macę.

Następnie pszenicę z wielką ostrożnością przenoszono do domu reb Józefa Lewiego, który uczył starszą młodzież. Reb Józef posiadał żarna, czyli ręczny młyn składający się z dwóch płaskich, kolistych kamieni umieszczonych jeden nad drugim – dolnego nieruchomego, a górnego obracanego ręcznie. I właśnie tam, u reb Józefa Lewiego na ulicy Kawęczyńskiej, odbywało się mielenie, przy którym zwykle pomagałem dziadkowi.

Z czasem doszedłem do wprawy w precyzyjnym wsypywaniu ziarna do otworu w górnym, poruszającym się podczas mielenia kamieniu. Bardzo uważałem, aby broń B-że, nie uronić ani ziarenka, gdyż ziarno to było dla nas skarbem cenniejszym od złota. Otrzymaną ze zmielonego ziarna mąkę zsypywaliśmy na wspomniane wcześniej, koszerne płótno, które związywaliśmy i zanosiliśmy z powrotem, zapewniając szczęście całemu domowi. Następnie uwiązywaliśmy tobołek na gwoździu u powały, żeby dzieci, które mają pełno chamecu na rękach – broń B-że – nie dotknęły go.

Wieczorem 14 dnia miesiąca nisan, pomiędzy minchą a maariw, przed rytuałem wyszukiwania i usuwania z domu resztek chamecu, dwudziestu chasydów z miejscowej modlitewni schodziło nad pobliski potok zaczerpnąć majim szelanu do pieczenia „strzeżonej macy”, trzymając nieużywane, drewniane kubełki w prawej dłoni, a porcelanowe pucharki w lewej. Zanosili wodę do modlitewni, przykrywali ją kawałkami śnieżnobiałego płótna i udawali się na nabożeństwo wieczorne.

Po wieczornym nabożeństwie „wodę, która stoi przez noc” przynoszono do domu reb Altera Pechtera, który sprawdzał, czy nie dostał się do niej ani okruszek chamecu. Ufano, że reb Alter wraz z rodziną będzie strzegł „wody, która stoi przez noc” jak źrenicy oka.

Następnego popołudnia, w wigilię Pesach, chasydzi zbierali się w specjalnie do tego celu przeznaczonej piekarni, którą kilka dni wcześniej oczyszczono i wykoszerowano. W piekarni była już „woda, która stoi przez noc” oraz mąka. Z desek złożono długi stół. Z samego rana przyniesiono zrobione z twardego drewna wałki do macowego ciasta. Na miejscu były również drewniane dziurkacze do robienia otworów w macy, jak również piekarskie łopaty służące do wyciągania jej z pieca. Wszystko było gotowe do rozpoczęcia „świętego dzieła” pieczenia macy w wigilię święta Pesach.

Odziani w jedwabne tuniki chasydzi stali z wałkami pod pachą – gotowi do spełnienia przykazania dotyczącego wypieku macy w wigilię Pesach. Niecierpliwie wyglądali dzieży z ciastem, które mieli zagniatać w pośpiechu, wspominając pośpiech, z jakim lud Izraela wychodził z Egiptu.

Administrator dołożył wszelkich możliwych starań, aby prezentowane treści były prawdziwe i aktualne oraz nie naruszały praw osób trzecich,w tym praw autorskich, jednak nie może tego zagwarantować. Dlatego błędne informacje na stronie internetowej nie mogą być podstawą roszczeń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości prosimy o kontakt na adres: sztetl@polin.pl